
— Niezupełnie wszystkich — przerwał mu Reinach. Jego głos był spokojny, beznamiętny. — Teraz widzę jasno jak zręcznie usunąłeś z miasta moich wiernych sprzymierzeńców. Brevoort wysłany, by nawiązać kontakty z rządem rewolucyjnym; Ferenczi zakopany w Genui, gdzie gromadzi okręty dla naszej floty handlowej; Janoskowi rozkazano dowodzić ekspedycją karną przeciwko bandom w Szlezwiku. Tak, tak… przygotowaliście to nadzwyczaj starannie. Ale jak myślisz, co oni powiedzą po powrocie?
— Zaakceptują fakt accompli — odparł Fourre. — To pokolenie ma wojny powyżej dziurek w nosie. Ale powiedziałem ci już, że jestem tu, by ci przekazać zdanie moich towarzyszy. Mieliśmy nadzieje, że przynajmniej wysłuchasz naszych argumentów.
— Jeśli to w ogóle są jakieś argumenty. — Reinach przeciągnął się w fotelu jak kot. Jego dłoń spoczywała na kaburze rewolweru. Zresztą przedyskutowaliśmy je na zebraniu Rady i jeśli teraz wracasz do tego, to…
— … to dlatego, że musze. — Fourre siadł, utkwiwszy spojrzenie w pokiereszowane, kościste dłonie, które splótł na kolanach. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, Jacques, że prezes Rady musi sprawować najwyższą władze w czasie stanu wyjątkowego. Zgadzamy się przyznać ci głos rozstrzygający. Ale nie jędyny!!
Błysk wściekłości mignął w błękitnych oczach Reinacha.
— Czy już nie dość mnie oczerniano? — spytał. — Oni uważają, że chce zrobić z siebie dyktatora! Etienne, jak sądzisz, dlaczego po drugiej wojnie światowej wybrałem karierę wojskową, podczas gdy ty wystąpiłeś z armii i stałeś się skromnym cywilem? W żadnym wypadku dlatego, bym czuł specjalne upodobanie do wojska. Przewidziałem za to, że nasz kraj będzie znów w niebezpieczeństwie, jeszcze za mego życia i chciałem po prostu być na to przygotowany. Czy mówię jak… jak jakiś nowy Hitler?
