
– No, no, Kol, poczekaj z ocenami, dopóki jej nie zobaczymy! Już nie bardzo ją pamiętam, bo Anna Maria była chudym podlotkiem, kiedy ją poznałem, ale wciąż jestem pod wrażeniem jej wielkich, marzycielskich oczu i sympatycznego uśmiechu. Towarzyszyła mi wtedy wszędzie, gdzie się ruszyłem. Ale specjalnie godna uwagi nie była, to muszę przyznać. Ona ma przyjechać dzisiaj, prawda?
– Prawda, ale ja nie zamierzam organizować żadnego komitetu powitalnego, tym może się właściciel zająć sam.
Potem trzasnęły drzwi i Anna Maria usłyszała pełne rezygnacji westchnienie właściciela, który nadal siedział w tym pokoju za ścianą.
Jej Adrian, który ledwie ją pamięta! A i to jako naprzykrzającą się smarkulę!
I ten drugi… Kol, tak go Adrian nazwał? Musi to być zarządca, sztygar, jak mówiła Birgitta, właśnie ten, który prosił o nauczyciela dla dzieci górników. Nie objawiał szczególnego entuzjazmu, że będzie to akurat ona.
A swoją drogą jakie to dziwne! Człowiek całą siłą woli dąży do jakiegoś celu, ale kiedy ten cel okaże się niezupełnie zgodny z oczekiwaniami, to nagle czujemy się po prostu zmęczeni i głodni. Anna Maria była kompletnie bezradna, jakby dźwigała na ramionach wielki ciężar, ogarnęło ją rozczarowanie i zniechęcenie.
Najgorsza ze wszystkiego była samotność. Nie miała nikogo bliskiego, nikogo!
ROZDZIAŁ II
Nie mogła jednak stać w nieskończoność w tym pustym pomieszczeniu. Ociągając się wyszła na dwór i tym razem otrzymała pomoc. Kobieta z najbliższego domu pokazywała jej na migi, że powinna obejść budynek.
Za rogiem była ślepa ściana, Anna Maria poszła więc do następnego narożnika i znalazła się przed drugą dłuższą ze ścian. Najwyraźniej tam znajdowało się główne wejście. Otworzyła i na jednych z wewnętrznych drzwi zobaczyła napis: „Biuro kopalni”. Coś takiego!
