Dwoje dzieci stało przy drodze i wytrzeszczało na nią oczy. Nędznie ubrane, nie wyglądały zbyt zdrowo.

Dopiero kiedy znalazła się przy tym największym budynku, pozwoliła sobie odetchnąć. Potem zastukała do drzwi, które uznała za właściwe. Nikt nie odpowiadał. Rozejrzawszy się, czy gdzieś nie ma innego wejścia, co wzbudziło zainteresowanie obserwatorów – jeszcze bardziej uporczywe spojrzenia od strony ulicy, którym jednak nadal towarzyszyło tylko milczenie – otworzyła drzwi i weszła do środka.

Znalazła się w pustym, nieprzytulnym pomieszczeniu i zrozumiała, że trafiła źle. To nie biuro, prędzej jakieś zaplecze biura czy czegoś takiego. Szczerze mówiąc wyglądało to jak opuszczony magazyn, brudny i zrujnowany. Żadne drzwi nie prowadziły w głąb budynku i już miała wychodzić, gdy zza ściany usłyszała jakąś rozmowę.

Silny, matowy głos mówił ze wzburzeniem:

– Prosiłem o nauczyciela, a nie o jakąś mamzelę!

– W ogóle było bardzo trudno znaleźć kogokolwiek – odparł inny, łagodny i przyjazny głos, który Anna Maria rozpoznawała i który bardzo się jej podobał. To był głos Adriana. jej Adriana, którego obraz przechowywała przez tyle lat w pamięci jako niezwykłą, wyjątkową tajemnicę.

– Poza tym panna Olsdotter jest bardzo wykształcona – mówił dalej Adrian.

Dziękuję ci, Adrianie! Dziękuję za obronę!

Ten drugi jednak był zły.

– Wielkie dzięki! Już my znamy te podstarzałe panny, które jak muchy do miodu ciągną tam, gdzie dużo chłopów, bo to dla nich ostatnia okazja złapania któregoś.

– O Annie Marii Olsdotter można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest starą panną. I pochodzi z bardzo dobrej rodziny.

– To jeszcze gorzej! Będzie mi tu zadzierać nosa! I jak ja mam utrzymać porządek wśród moich ludzi, jeśli tu przyjedzie jakaś młódka? Mogę się tylko pocieszać, że jest paskudna jak noc, skoro wybrała sobie taki zawód. I chłopy nie chcą tu mieć żadnej ważnej nauczycielki. To by im działało na nerwy.



13 из 206