Wiedziałem, że ci się spodoba. Masz w sobie tę ciekawość dziecka i pociągającą wrażliwość.

Czuła, że przy nim nie musi nawet nic mówić. Wiedział. Nigdy nie wierzyła, że spotka kogoś, kto znałby ją tak dobrze. I znowu czuła zauroczenie. Jak każdego dnia, tam w Toruniu.

A potem potłukł jej duszę.

W piątek Magda wyjeżdżała do domu, a Tomasz w ten weekend przyjechał specjalnie dla niej. Mieli całe trzy dni tylko dla siebie. Martyna postanowiła, że przygotuje dla nich kolację. Taka odrobina wspólnej codzienności. Razem przemierzali olbrzymie przestrzenie hipermarketów, oboje wybrzydzali nad każdą pietruszką na straganie i śmiali się do łez.

Wyglądał komicznie z masą toreb w rękach, ale jak najprawdziwszy dżentelmen nie pozwolił jej wziąć nawet najmniejszej siatki. Weszli do pokoju, Tomasz z wyrazem ulgi postawił zakupy na podłodze. Przy -. tulił ją mocno.

Dziękuję, że pozwalasz mi wnosić zakupy do domu – szepnął jej do ucha.

Zamarła.

Dlaczego tak powiedziałeś? – odsunęła się, by spojrzeć mu w oczy.

Co?

To o zakupach.

To twoje słowa. Andrzejowi nie pozwalasz wejść do środka z siatkami.

Nigdy nie mówiłam ci o Andrzeju.

Poczuła, że cały świat zaczyna się jej walić. Zrozumiała wszystko. Jego oczy mówiły jej, że ma rację.

Czytasz mój blog, a potem udajesz, że tak świetnie mnie znasz i rozumiesz?! Czytasz w moich myślach? Kłamco! Dlaczego? Żeby zaimponować naiwnej małolacie, żeby być kimś wyjątkowym, by zaciągnąć ją do łóżka i mieć o czym opowiadać kolegom przy wódce?



20 из 87