
Spotyka się dwóch księży. Jeden mówi do drugiego:
Słuchaj, przy naszym papieżu nie doczekamy chyba zniesienia celibatu.
Drugi, zasmucony, potakuje głową i odpowiada:
Nie. My chyba już nie. Ale może nasze dzieci…
I śmiałyśmy się razem. Tak jak lubi Magda.
Ja chodzę do kościoła tylko w poniedziałki. Nawet jeśli jest to tylko trzy razy w roku, to i wtedy są to trzy poniedziałki. Wieczorem. Gdy nie ma tam nikogo. Bóg jest już wtedy wypoczęty po tym całym tłumie z niedzieli. Można wtedy z Nim sobie spokojnie pogadać.
To znaczy, najpierw modlę się trochę do Niego, a potem sobie gadamy.
Tego ostatniego poniedziałku rozmawiałam z Bogiem o mężczyznach.
Jeśli nawet Bóg nie jest mężczyzną, to musi o nich dużo wiedzieć. Przecież to ich stworzył najpierw. Ale wiem także, że po ich stworzeniu czuł się niespełniony, l w tym niespełnieniu stworzył kobietę.
Więc pogadałam sobie o mężczyznach z Bogiem i teraz już wiem, że to dobrze, naprawdę dobrze, że mi mój ojciec kupił telefon komórkowy z nowym numerem.
Umrzeć na haju I na waleta
Wczoraj z DS – u na campusie karetka nie zabrała ćpuna.
Nie zabrała, bo karetki nie zabierają trupów. Przyjechał taki przerobiony mercedes ze srebrzystymi brudnymi firankami podwieszonymi na szybach.
Trup to student. Mieszkał w DS – ie na waleta.
Znaleźli go w toalecie segmentu pokoi 205/206 oraz 207/208. Miał strzykawkę w żyle. Studiował marketing. Dostawał stypendium za dobre wyniki w nauce. Był z dobrego domu. Cokolwiek to znaczy. Mógł wynająć za pieniądze rodziców całą willę w Konstancinie lub Wilanowie. Ale jeśli kupuje się regularnie „substancje”, to może zabraknąć na czynsz. Zawsze można waletować. Tak było, gdy studiował mój ojciec, i tak jest teraz. Tylko że wtedy, gdy studiował mój ojciec, „substancją” był poczciwy bimber. Teraz jest to acid, czyli kwas. Kwas można kupić wszędzie. Nawet portierki w DS – ach wiedzą, kto sprzedaje kwas. Zresztą łatwo się zorientować. Wystarczy zauważyć, kto co jakiś czas parkuje „niemiecką bryczkę z pełnym wypasem' na parkingu lub trawniku przed DS – em.
