
Poniedziałek: Pójść się pomodlić
Magda nie ma racji.
To nieprawda, że religia jest tylko dla „pełnych panicznego lęku przed karą za grzechy po śmierci”. Powiedziałam jej to zaraz po powrocie z kościoła w poniedziałek wieczorem. Magda nie wierzy w Boga. Dlatego trzeba z nią rozmawiać o Bogu z najwyższym szacunkiem dla jej ateizmu. Tylko wtedy ma się szansę.
Miałyśmy znowu długą dyskusję, l znowu się na mnie obraziła. Ale tylko na osiemnaście minut. Magda wie to dokładnie, bo ona mierzy, jak długo wytrwa obrażona na mnie. Mówi, że im dłużej ze mną mieszka, tym bardziej skraca się ten czas.
Magda właśnie taka jest. Potrafi powiedzieć coś tak pięknego, jak „jesteś moją najlepszą przyjaciółką” w taki właśnie sposób: „Dzisiaj tylko osiemnaście minut, Martyna”, l potem mnie przytula.
Magda postrzega Kościół bardziej przez instytucję niż przez wiarę. Nie potrafi tego oddzielić. Uważa, że księża powinni być tak samo pełni czystości. Jak „ten biały okrągły wafel podawany do ust”. To właśnie przy tym „waflu” pokłóciłyśmy się. Ponieważ ja wiem, że Magda wie doskonale, jak nazywa się „ten wafel”, czuję się wtedy dotknięta. Ona z kolei myśli, że nazwanie tego „waflem” jest cool. Od zeszłego poniedziałku już tak nie myśli. Więc Magda myli Kościół z plebanią. Uważa, że pracownicy plebanii powinni być czymś zbliżonym do aniołów. A tymczasem te anioły przychodzą „po cywilnemu” do jej baru i rozglądają się po „biustach laseczek”, l to ją absolutnie „przekonująco dołuje”.
Mówiłam jej, że to są także ludzie. Że testosteron nie znika wraz z pojawieniem się powołania. Że kiedyś byli chłopcami i mieli polucję, a teraz są mężczyznami i z pewnością mają erotyczne sny. Zaczęła się śmiać. Magda nie lubi, gdy ona się śmieje, a ja nie. Nie śmiałam się. Więc opowiedziała mi dowcip:
