Dostały czkawki tego wieczoru. Tak. Magda miała takie talenty, że potrafiła podnieść z samego dna rozpaczy na jako taki poziom „tolerancji samej siebie”.

Kiedy zabrakło im wina, zapukały do Teo. Teo znał się na winach jak mało kto. Mężczyźni z dużą ilością pigmentu tak widocznie mają. Teo miał dużo pigmentu, dużo dobrego humoru, świetne przyprawy do gulaszu i umiał tańczyć flamenco. I już samo pojawienie się Hiszpana, który porzucił dla „swojej Ani” corridę, wszystkie hiszpańskie specjały klimat, i uczy się „szeleścić” i „rzęzić” (żeby móc opowiadać swoim dzieciom polskie bajki), pozwalało wierzyć, że miłość nawet w swoich najbardziej wyrafinowanych przejawach „przenosi góry”. Przyniósł wino i powiedział najśmieszniejszą polszczyzną, na jaką potrafił się zdobyć:

Pśepraszam, nie psieszkadzam, właśnie prasuje przeszczeradlo.

Temat żony profesora pozostał nietknięty. Magda zrobiła to tak, że udało jej się przegadać temat we wszystkich możliwych wariantach nie ruszając „żony”. Nawet nie pamiętała jak ma na imię. Córka Monika. Ale żona?

Zadzwoniła do Remka:

Bądź jutro rano w holu przy dziekanacie. Przynieś ze sobą „brzytwę”. Taką… no wiesz, jak dla tonącego.

Wyszła z szafy. Otrząsnęła się.

Nie będzie czekała, aż ktokolwiek przedstawi „swoją wersję”. Nie będzie go stawiała w kłopotliwej sytuacji. Ona ma własną wersję. Niosła ją przed sobą jak tarczę. Założyła buty na wyższym obcasie. Tak miarowo stukały o posadzkę. Nie miała pojęcia, że ją uprzedził. Weszła do dziekanatu. Właśnie wychodził od dziekana.

Dobrze, że cię widzę! Chciałem z tobą porozmawiać – pociągnął ją za rękę.

Szła potulnie. Na korytarzu ścisnął ją za rękę tak mocno, że aż syknęła.

Chyba oszalałaś, Marty! Co chciałaś zrobić? Wszystko wyjaśniłem. Nie pozwolę, abyś się komukolwiek musiała tłumaczyć… Nie ty… W zasadzie w ogóle nie mam zamiaru nikomu niczego tłumaczyć – przerwał, zawiesił głos.



33 из 87