
Dwa miesiące po wizycie w Szczytnie wzięła pieniądze, które dostała od ojca, i weszła w sobotni wieczór do pierwszego sklepu, na którego wystawie stały komputery. Przechodziła powoli wzdłuż półek, czytając opisy stojące przy szarych metalowych skrzynkach. Nie rozumiała zbyt wiele; tak naprawdę podobał się jej tylko jeden. Był zupełnie inny. Wyglądał jak futurystyczny telewizor z fioletowego pleksiglasu. Po prostu śliczny. Chciała taki mieć, nawet jeśli nie byt komputerem. Nachyliła się, aby zobaczyć cenę, i w tym momencie usłyszała cichy głos:
Czy nad jeziorami była mgła, kiedy byłaś w Szczytnie?
Odwróciła się gwałtownie. Stał za nią, uśmiechając się przyjaźnie. W zielonym fartuchu, z plakietką sprzedawcy na prawej piersi i ołówkiem za uchem. Wydał się jej o wiele wyższy niż wtedy, przy tym autobusie. Ciemne włosy, zaczesane do góry odsłaniały szeroką bliznę na czole. Dłonią dotykał nerwowo prawego ucha i wydawał się zawstydzony, choć to on ją zagadnął. Uśmiechnęła się.
