
— Nie mam pojęcia i bardzo jestem ciekaw.
Arnold podszedł do maszyny, nacisnął guzik i powiedział głośno i wyraźnie:
— Nakrętka duraluminiowa, gwint jedna czwarta cala. Maszyna mruknęła, szczęknęła, zapałiło się kilka światełek, po czym ze środka wysunęła się niewielka tacka ze spoczywającą na niej nowiutką, świeżo wykonaną ćwierćcalową nakrętką duraluminiową.
— To właśnie robimy w takim przypadku — powiedział Arnold.
Na Gregorze nie wywarło to zbyt wielkiego wrażenia.
— A więc ta maszyna wykonuje nakrętki. Cóż jeszcze?
Arnold nacisnął guzik.
— Funt szyjek rakowych — powiedział.
Gdy wyciągnął z powrotem tackę, leżały na niej szyjki rakowe.
— Powinieneś kazać obrać — dodał Arnold. — Ale zresztą — machnął ręką i nacisnął guzik. — Bolec grafitowy długości czterech stóp, średnica dwa cale.
Otwór automatu rozchylił się tym razem szerzej, aby przepuścić żądany bolec.
— Co jeszcze potrafi ta maszyna wykonać? — zapytał Gregor.
— A cóż byś jeszcze chciał? Małego żywego tygryska? Karburator model A? A może dwudziestopięciowatową żarówkę? Czy kawałek gumy do żucia?
— Chcesz przez to powiedzieć, że ta maszyna wykona wszystko, czego od niej żądamy? — zapytał Gregor.
— Wszystko absolutnie. To jest konfigurator. Zresztą spróbuj sam.
Gregor spróbował i otrzymał szybko litr świeżej wody, zegarek na rękę i słoik sarepskiej musztardy.
— Hmm… — mruknął.
— A więc widzisz. Czy to nie lepiej, niż obciążać statek dwoma tysiącami niepotrzebnych rzeczy?
Gregor nie był jednak zupełnie przekonany. Doświadczenie mówiło mu, że różne przyrządy nie zawsze i nie w każdej okoliczności działają tak, jak się tego od nich oczekuje. Zastanowił się chwilę, po czym podszedł do maszyny i nacisnął guzik.
— Tranzystor seria GE 1324 E.
Maszyna poszła w ruch, mruknęła i po chwili wyrzuciła maleńki tranzystor.
