
— Nie raz i nie dwa próbowałam z tym skończyć — dodała. — Tak samo jak chciałam przestać być kobietą.
Następne wydarzenia były dziwnie prozaiczne. Najpierw nastąpiło przeczesanie garderoby w poszukiwaniu wszelkich ukrytych przyborów i amuletów. Norman przypomniał sobie stare komedyjki, w których wypada z jednej taksówki tłum łudzi. Wydawało się niemożliwe, by zawartość kilku pudełek na buty i płytkich szufladek wypełniła tyle koszyków na makulaturę. Na wierzch ostatniego rzucił pozaznaczany egzemplarz… Podobieństw i sięgnął po pamiętnik w skórzanej oprawie. Skinęła głową zachęcająco, lecz on po krótkim wahaniu odłożył go na miejsce.
Przyszła kolej na resztę mieszkania. Tansy zwijała się jak w ukropie: śmigała z pokoju do pokoju, wyciągając flanelowe woreczki z tapicerki w krześle, spod stołowych blatów, z wazonów. Norman zachodził w głowę, jak to się stało, że w ciągu ponad dziesięciu lat, odkąd tu mieszkali, nie znalazł ani jednego.
— Jak na wyprawie po skarby, co? — powiedziała ze smutnym uśmiechem.
Także na zewnątrz były amulety: pod schodami u drzwi z dwóch stron domu, w garażu i w samochodzie. Z każdym przedmiotem ginącym w ogniu, który rozpalił w salonie, Norman odczuwał większą ulgę. Na koniec Tansy rozpruła jego poduszki i wyłowiła z pierza dwa skołtunione twory ze związanych nitką piórek.
— Widzisz? To serce, a to kotwica — wyjaśniła. — Dla bezpieczeństwa. To powszechne czary w Nowym Orleanie. Od lat gdziekolwiek się ruszyłeś, byłeś w zasięgu moich zaklęć ochronnych.
Figurki z piórek wpadły w ogień.
— I już — powiedziała. — Poczułeś różnicę?
— Nie, a powinienem?
Pokręciła głową.
— To były ostatnie. Jeśli moje zaklęcia naprawdę przeciwstawiały się wrogim siłom…
Zaśmiał się pobłażliwie, lecz spytał twardym tonem:
— Na pewno poszły wszystkie? A może coś przeoczyłaś?
— Nie przeoczyłam. Nie zostało nic w domu ani przed domem. Dalej zaś niczego nie chowałam, bo bałam się… zakłóceń. Policzyłam wszystko w pamięci z dziesięć razy. Skończyło się. — Popatrzyła w ogień. — Puf i nie ma. A teraz jestem skonana — dodała. — Zaraz się kładę. — Nagle wybuchła śmiechem. — Ale najpierw muszę zszyć poduszki, bo będziemy mieli pierze w całym domu.
