
— W takim razie, Jennings, skoro uważasz, że źle cię potraktowano, czemu się nie odwołałeś dwa miesiące temu, po wystawieniu stopni?
— Czemu? Po zamydlił mi pan oczy! Bezstronny profesor Saylor! Dopiero później zrozumiałem, że nie zwracał pan na mnie należytej uwagi, że na konsultacjach zwodził mnie pan i robił w konia. Nie uprzedził mnie pan, że mogę wylecieć. Na sprawdzianach dostawałem podchwytliwe pytania z wykładów, które opuściłem. Dyskryminował mnie pan za poglądy mojego ojca i dlatego, że nie jestem tak dobrym studentem jak Bronstein. Wtedy właśnie…
— Uspokój się, Jennings. Oblałeś jeszcze dwa przedmioty w semestrze.
— Tak, bo pan knuł, napuszczał na mnie innych i wygadywał o mnie niestworzone historie, żeby wszyscy myśleli…
— I twierdzisz, że zrozumiałeś to dopiero teraz?
— Tak. Myślałem i myślałem, i nagle mnie oświeciło. Nie lada spryciarz z pana. Płaszczyłem się przed panem, przyjmowałem wszystko bez zmrużenia oka, bałem się. Aż przyszły wątpliwości i nagle przejrzałem cały spisek! Wszystko się zgadza, wszystko wskazuje na pana, wszystko…
— Łącznie z tym, że usunięto cię z dwóch uczelni, nim przyszedłeś do nas?
— Aha! Od samego początku był pan do mnie źle nastawiony!
— Nie będę tego dłużej słuchać, Jennings — odparł Norman zmęczonym głosem. — Możesz pójść ze skargą do dziekana Gunnisona.
— To znaczy, że nic pan nie zrobi w tej sprawie?
— Dokładnie.
— Ostateczna decyzja?
— Ostateczna.
— No cóż. W takim razie strzeż się, Saylor! Strzeż się na każdym kroku! Mówię ci, uważaj!
Trzasnęła odkładana słuchawka. Norman wolno odłożył swoją na widełki. Do diabła z rodzicami Theodore’a Jenningsa! Nie dlatego, że byli zarozumiałymi, konserwatywnymi hipokrytami, ale że mieli w sobie tyle chorej dumy, by wypchnąć na studia drażliwego, samolubnego, pyskatego, lekko zbzikowanego chłopaka — tak samo jak oni ograniczonego, lecz dziesięć razy mniej sprytnego. I niech diabli wezmą rektora Pollarda za to, że jak ostatni głupiec ukorzył się przed ich bogactwem i politycznymi wpływami, choć doskonale wiedział, że chłopak nie da rady.
