
— Czy jesteś pewien, iż to właśnie my znajdujemy się w niebezpieczeństwie? Czy że w ogóle ktokolwiek w takim niebezpieczeństwie się znajduje?
— Nie lawirujmy i nie owijajmy spraw w bawełnę. Wiem, kim jesteś… a przynajmniej, za kogo się podajesz. Obserwowałem cię ostatnio, szczególnie zaś twoje zachowanie w Zamku na Charonie. Twierdzisz, iż jesteś, tu na Rombie, Szefem Ochrony występującym w imieniu naszych pozostających w ukryciu przyjaciół, i jestem skłonny zaakceptować twoje słowo w tym względzie… Na razie. Mam nadzieję, że mówisz prawdę.
Morah zastanawiał się przez chwilę. Wreszcie powiedział:
— Wygląda na to, że rzeczywiście sporo wiesz. Ile jednak wiesz tak naprawdę?
— Wiem, dlaczego twoi obcy przyjaciele się tam znajdują. Wiem również, dlaczego tam muszą być. Znam charakter i cele Rombu Wardena i naturę ich drobnych stworzonek. I wiem również, iż twoi szefowie będą walczyli do upadłego w przypadku wykonania jakiegoś ruchu przeciwko Rombowi Wardena. Co więcej, wiem, iż moi szefowie wykonają właśnie taki ruch po przeanalizowaniu moich raportów. Nie wiem natomiast, do jak silnego oporu będą zdolni twoi mocodawcy; bronią oni przecież względnie małej placówki przeciwko całej potędze ogromnego imperium kosmicznego, którego możliwości, o ile naprawdę jesteś Morahem, dobrze znasz. Dla obydwu stron rezultat mógłby okazać się bardzo krwawy. Możliwe, że twoi szefowie zdobędą pewną liczbę naszych światów, a wasze roboty zniszczą ich setkę czy więcej, ale my przecież wreszcie dostaniemy Romb. Mam na myśli jego totalną zagładę. A to oznacza, że niezależnie od naszych strat, ty i twoi mocodawcy stracicie znacznie więcej.
Yatek Morah wydawał się nie przejmować logiką przedstawianych argumentów, jednakże wyglądało na to, że jest zainteresowany samą konwersacją.
— Cóż tedy proponujesz?
— Uważam, iż powinniśmy porozmawiać. Przez „my” rozumiem twoich i moich przełożonych. Uważam, że lepiej będzie, jeśli dojdziemy do jakiegoś porozumienia; każdy kompromis będzie lepszy od wojny totalnej.
