Człowiek ograniczał się tylko do świadomej kontroli nad wydarzeniami — jeśli potrafił — i już choćby ten fakt dowodził, kto rządził kim. Niezbyt skomplikowany w sumie układ, nawet jeżeli nikt do tej pory nie potrafił wyjaśnić rządzących nim reguł. Z tego, co usłyszałem, rozumiałem jednak, iż w porównaniu z mieszkańcami innych planet systemu Meduzyjczycy byli pod pewnym względem wyjątkowi: znajdujący się w nich organizm Wardena wywierał wpływ tylko na swych nosicieli, ale już nie na innych osobników. No cóż, zobaczymy.

Jeśli zaś chodzi o samą Meduzę, to wiedziałem jedynie, iż jest tam potwornie zimno i panują nieprzyjazne warunki. Przeklinałem sam siebie za to, że nie kazałem dostarczyć sobie odpowiedniego programu, dzięki któremu byłbym teraz o wiele lepiej przygotowany. Uczenie się szczegółów i poznawanie miejscowych układów zajmie mi pewnie sporo czasu.

Prawie sześć dni — siedemnaście posiłków — po przylocie do statku — bazy, bujanie, wstrząsy i łomoty wywołały u mnie lekką chorobę morską i zmusiły do położenia się na koi. Nie zmartwiłem się. Bez wątpienia przygotowywano się do transportu towarów i opróżnienia „zawartości” tych więziennych cel. Czekałem z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony z całych sił pragnąłem wydostać się z tego małego pudła, które nie oferowało mi nic prócz nie kończącej się, potwornej nudy. Z drugiej wszakże, kiedy już się wynurzę z tego pudła, znajdę się w większym i zapewne wygodniejszym więzieniu, na Meduzie, która również jest celą, tyle że wielkości całej panety. Mimo wszystko to, co ona może mi zaoferować w formie rozrywki, różnych wyzwań i podniet, jest — w przeciwieństwie do tego tutaj pudła — bardzo, ale to bardzo ostateczne.

Łomotanie wkrótce ustało i po chwili, pełnej niepewności, ponownie poczułem wibrację wskazującą na ruch. Tym razem była ona o wiele bardziej wyraźna.



35 из 364