
Usłyszałem trzaski, po czym z głośnika, o którego istnieniu w ogóle nie wiedziałem, popłynęły słowa.
— Uwaga wszyscy więźniowie! — Zabrzmiał metaliczny głos, parodia męskiego barytonu. — Znajdujemy się na orbicie planety Meduza, w systemie Wardena. — Nie mówił nic, czego bym nie wiedział, ale prawdopodobnie informował innych więźniów — ilu ich tam było — po raz pierwszy o tym, gdzie się znajdują.
Domyślałem się, co przeżywają w tej chwili, chociaż ja sam szedłem tutaj z szeroko otwartymi oczyma, nawet jeśli niezupełnie na ochotnika.
— Za chwilę — ciągnął głos — drzwi waszych cel otworzą się i będziecie mogli wyjść. Radzimy zrobić to szybko, ponieważ drzwi zamkną się ponownie po upływie trzydziestu sekund, a pompa próżniowa rozpocznie sterylizację cel. Pozostanie na miejscu mogłoby okazać się fatalne w skutkach.
Subtelne zagranie, pomyślałem sobie. Stosowana metoda nie tylko zapobiegała próbom ucieczki podczas transportu, ale zmuszała cię także do poruszania się zgodnie z ich harmonogramem. Alternatywą była bowiem śmierć. Zastanawiałem się, czy byli tacy, którzy ją w tej chwili wybrali.
— Kiedy tylko znajdziecie się na korytarzu głównym — ciągnął głos — zatrzymacie się i będziecie stać nieruchomo, dopóki drzwi do cel nie zostaną zamknięte. Nie próbujcie oddalać się sprzed waszych cel, bo w takim razie automatyczne urządzenia wartownicze rozpylą was na atomy. Nie wolno rozmawiać. Nieposłuszni zostaną ukarani na miejscu. Dalsze instrukcje otrzymacie po zamknięciu drzwi. Przygotować się do wyjścia… Ruszać!
