
— I czegóż ode mnie oczekujesz?
— Twojego stanowiska — odpowiedział temu dziwnemu, potężnemu mężczyźnie. — Rozwiązanie zagadki dotyczącej twojej osoby było dość proste. Natomiast rozwiązanie tego większego problemu przerasta moje możliwości.
Wydawało się, iż słowa te zrobiły głębokie wrażenie na Morahu. Niemniej powiedział:
— Zdajesz sobie sprawę z tego, że mógłbym cię powstrzymać od złożenia tego raportu.
— Być może — przyznał. — Nic by to jednak nie dało. Dane surowe zostały już zapisane, a oni posiadają mertonowskie odbicie mojego mózgu. Mogliby więc, z małymi kłopotami, przejść całą procedurę i uzyskać w końcu tenże sam raport. Poza tym nie sądzę, by uwierzyli, że zmarłem przypadkowo… Tak więc, zabijając mnie, odkryłbyś wiele swych kart.
— Zabicie ciebie w sposób dla mnie bezpieczny, a przekonywający dla innych, nie byłoby aż takim problemem, jednakże to, co mówisz, jest prawdą. Uczynienie tego dałoby niewiele, jeśli chodzi o czas. Mimo wszystko nie jestem przekonany, że rzeczywiście widzisz pełen obraz sytuacji. Szkoda byłoby poświęcić Romb Wardena, ale byłaby to jednak tylko tragedia na skalę lokalną. Nie rozważyłeś bowiem wszystkich implikacji tego, czego się dowiedziałeś. I prawdą jest również, że sprawy byłyby niepewne, gdyby do tego doszło. Istnieje jednakże przynajmniej czterdziestoprocentowa szansa, że taki rezultat nie wpłynąłby ujemnie na plany i oczekiwania moich szefów. Z ich punktu widzenia szansa, że nie zakończy się to wszystko całkowitym fiaskiem, wynosi ponad dziewięćdziesiąt procent. To go nieco zaniepokoiło.
— A ile potrzebują czasu, by zyskać stuprocentową pewność sukcesu? Innymi słowy, o jakim okresie rozmawiamy?
