
— Rozumiem — rzekł Yamagata, uśmiechając się, by dać kapitanowi do zrozumienia, że nie poczuł się urażony z powodu jego niechęci. — Mimo to chciałbym zobaczyć instalację na własne oczy. Znajduje się koło bieguna północnego, jak rozumiem.
— Tak jest, sir. Borealis Planitia.
— Koło krateru Goethego — rzekł Yamagata.
Kapitan wysunął podbródek w geście oznaczającym uznanie dla znajomości geografii u Yamagaty, ale mruknął:
— Na dole jest dość nieprzyjemnie, sir.
— Tak słyszałem. Ale wygoda osobista to nie wszystko, wie pan. Mój syn, Nobuhiko, uwielbia jazdę na nartach. W życiu nie będę w stanie zrozumieć, po co ktoś miałby ryzykować życiem i kośćmi dla przyjemności zsuwania się z góry po śniegu, w zimnie i wilgoci, ale on to kocha.
Kapitan pochylił głowę, po czym dodał ostrzegawczym tonem:
— Hm… to, co się dzieje na dole, określa się jako Piekło Dantego, sir.
BAZA DANYCH
Najbliższa Słońcu planeta, Merkury, to mały, jałowy, gęsty, pozbawiony powietrza, trawiony żarem glob.
Przez całe stulecia astronomowie uważali, że w swoim ruchu wokół Słońca Merkury nie obraca się wokół własnej osi i jest zwrócony do niego cały czas tą samą stroną, zaś druga zawsze pogrążona jest w ciemnościach. Sądzili, że strona zwrócona do Słońca musi być najgorętszą powierzchnią planetarną w Układzie Słonecznym, zaś ciemna strona musiała zamarznąć do temperatury bliskiej zera absolutnego.
Tak jednak nie jest. Merkury obraca się powoli wokół własnej osi, a wykonanie jednego obrotu zajmuje mu 58,6 dnia. Jego rok — czas obiegu wokół Słońca — to 87,97 ziemskiego dnia.
Powoduje to dziwną sytuację. Prędkość obrotowa Merkurego to prawie pięćdziesiąt dziewięć ziemskich dni, czyli dokładnie dwie trzecie planetarnego roku. Osoba stojąca na powierzchni planety widziałaby, jak wielkie Słońce przemieszcza się ze wschodu na zachód po ciemnym, pozbawionym powietrza niebie, ale znacząco zwalnia, po czym zmienia bieg i rusza znów na wschód, by ponownie rozpocząć wędrówkę na zachód. W niektórych miejscach na Merkurym Słońce wschodzi na krótko, po czym znów znika za horyzontem, by ponownie wzejść na całą resztę merkuriańskiego dnia. Po zachodzie Słońce znów wyziera na chwilę zza horyzontu, po czym chowa się na resztę nocy.
