
Być może dlatego, że nadal żył swoim poprzednim życiem, Yamagata odkrył, że całkowite trzymanie się z dala od korporacji, którą stworzył, jest niemożliwe. W swojej celi często rozmawiał ze swoim synem, korzystając z systemu połączeń wideofonicznych. Zaczął podsuwać Nobu rady. Opracował wielki plan dla Yamagata Corporation, plan, który sięgał daleko poza Ziemię. Poprowadził korporację na wojnę o asteroidy.
Dopiero szok spowodowany masakrą habitatu Poczwarka sprawił, że Yamagata uświadomił sobie, co zrobił. Na Poczwarce bezsensownie i okrutnie zamordowano ponad tysiąc bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci.
Przecież to nie ja wydałem rozkaz ataku, powtarzał sobie. Ale z powodu tej tragedii nie mógł spać. Najlepsze potrawy przygotowane przez kucharza wydawały się nie mieć smaku, nie miał na nie ochoty. W duszy prześladował go obraz przerażonych niewinnych ludzi, krzyczących bezradnie w rozpaczy, gdy ich kosmiczny habitat rozrywano na strzępy.
Wiele tygodni zajęło Yamagacie zrozumienie, że to, co odczuwa, to coś więcej niż poczucie winy. Po raz pierwszy w życiu odczuwał wstyd. Wstydził się tego, co zapoczątkował. Nie wydałem rozkazu ataku, powtarzał sobie. Atak był jednak nieuniknioną konsekwencją wojny, którą zapoczątkował.
Po raz pierwszy w życiu utraciwszy pewność siebie, targany wstydem, jakiego nigdy dotąd nie zaznał, Yamagata uprosił wielkiego lamę o prywatną audiencję, mając nadzieję, że stary człowiek pomoże mu ukoić te rozterki.
— Wydarzyła się tragedia — zaczął niepewnie.
Wielki lama milczał i czekał cierpliwie na ciąg dalszy, siedząc na niskiej kanapie w swojej komnacie, z ogoloną głową, z ascetyczną kościstą twarzą i zapadniętymi policzkami, a jego oczy barwy mahoniu wpatrywały się uważnie w Yamagatę.
