Lama milczał przez długą chwilę, po czym rzekł:

— Stań się jednym z nas. Przyjmij naszą drogę. Szukaj swojej ścieżki do odkupienia. Szukaj oświecenia.

Yamagata skinął głową na zgodę.

Targany wyrzutami sumienia, Yamagata wkroczył na ścieżkę pokuty. Odesłał swojego kucharza do Japonii, pozbył się wygodnych mebli i sprzętu elektronicznego, przeprowadził się do prostej celi i próbował żyć jak lamowie. Pościł z nimi, modlił się, spał na prostym drewnianym podeście. I co noc, w zimie czy w lecie, wspinał się na szczyt wieży, by spędzać w samotności godziny na kontemplacji, próbując medytować, próbując znaleźć prawdziwe odkupienie dla swojej duszy.

Wielki lama zmarł, gdyż ten odłam nie akceptował kuracji odmładzających, i został zastąpiony przez młodszego. A jednak co noc Yamagata wspinał się niepewnym krokiem na wieżę i siadał w pozycji lotosu na zimnej kamiennej posadzce wieży, czekając — na co? Wybaczenie? Zrozumienie?

Nie. Po wielu latach Yamagata uświadomił sobie, że tak naprawdę poszukuje oświecenia, satori, ścieżki samorealizacji, którą chce podążać.

Nic. Moc po nocy, rok po roku, ani śladu. Yamagata modlił się do milczącego nieba i nie otrzymywał odpowiedzi. Zastanawiał się, gdzie popełnił błąd, czy nie zasłużył na jakiś znak ze strony bezgranicznego wszechświata. Głęboko w duszy uważał jednak, że całe te medytacje i umartwienia nie były niczym więcej poza starannie ukrytym nonsensem. I to go martwiło, uświadomił sobie, że dopóki dopuszcza takie myśli, nigdy nie znajdzie ścieżki, której tak rozpaczliwie szuka.

Owiał go chłodny wiatr, przykucnął więc przy kamiennej barierze, szczękając zębami, mimo ciepłego płaszcza, którym się owinął i futrzanej czapy naciągniętej na uszy. Przycisnął podbródek do piersi, a jakiś głos wewnętrzny mówił mu, że jest głupcem, godząc się na to cierpienie i poniżenie. Z uporem jednak tkwił w miejscu, czekając, trwając w nadziei, modląc się o oświecenie.



4 из 292