
Marny jej los, pomyśleli obaj. Żywcem pożrą ją potwory, nie będące ni ludźmi, ni zwierzętami, lecz jakimiś pośrednimi istotami. Mutantami, w których skumulowały się najgorsze cechy żywych istot, tworząc śmiertelnie niebezpieczną kombinację.
Nie znali tej dziewczyny, musiała dotrzeć tu z daleka. Blada, delikatna, zapewne wywodziła się z jakiegoś nieznanego plemienia, może przybywała z owianych legendą ziem, ciągnących się po drugiej stronie łańcucha gór, dzielącego ich świat na dwie części. Dotychczas jednak nikt stamtąd nie zdołał się przedostać na drugą stronę.
Nastąpiły kolejne dziwy. Dziewczynka musiała być boginią, dokonała bowiem czegoś, co nigdy wcześniej nikomu się nie udało. Przeszła przez mur! Co prawda nie od razu, wiele przedtem musiała znieść.
Zrozumienie wydarzeń rozgrywających się w dole zajęło Gondagilowi i Haramowi sporo czasu. Potwory zgubiły ślad dziewczynki, biegając na czworakach obwąchiwały ziemię jak psy, chociaż zwykle poruszały się na dwóch nogach. Dziewczynka stała przyciśnięta do prawie niewidocznego muru, jakby błagając, by wpuszczono ją do środka. Głupia, pomyśleli wtedy, rozważali między sobą możliwość zejścia na dół i ocalenia jej przed losem karmy dla drapieżników, ale gromada prześladowców była zbyt liczna. Zresztą ludziom Timona nigdy nie udało się przejść przez wrogą krainę, bestie broniły swego cennego terytorium na styku z Królestwem Światła zębami i pazurami. Ujrzeli potem, że dziewczynka wspina się na drzewo. Mądrze!
Haram okazywał większą chęć ratowania młodej dziewczyny. Zdarzało się, że od czasu do czasu porywał dla siebie jakąś kobietę i parzył się z nią, gdy chuć nie dawała mu już spokoju. Gondagila jednak nie zajmowały podobne historie. W głowie miał jedno jedyne fanatyczne marzenie: wykraść z otoczonego murem królestwa światło i zanieść je swemu ludowi. Ich obecne życie było nieznośne, ponadto gdyby mu się to udało, przypuszczalnie zostałby wodzem, przeszedł do historii tak jak Timon Wielki. Lecz najważniejsze jednak było światło i ciepło dla całego ludu.
