Potem przesunie dłońmi po tych niewiarygodnych białych piersiach, ściskając je tylko trochę, tak jak lubiła.

Ona rozchyli miękkie uda, wbije mu paznokcie w ciało, a z jej gardła wydrze się ten chrapliwy jęk. A potem…

Wędka skoczyła mu w ręku. Bobby Lee usiadł krzywiąc się z bólu, kiedy dżinsy opięły bulwę, która urosła mu w kroku. Na wpół przytomny, wyrwał ogromną rybę z wody. Zamigotała w słońcu. Drżącymi, niepewnymi dłońmi, ciągle z bulwą w kroku, poderwał zdobycz i cisnął ją w trzciny.

Wyobrażał sobie, że za chwilę zatopi ptaka w Marvelli, i zaplątał żyłkę! Dźwignął się, klnąc własne niedbalstwo. Dobra żyłka była równie cenna jak ryba, którą złowił, wlazł więc w trzciny i zaczął rozplątywać linkę.

Okoń ciągle się miotał. Bobby słyszał odgłosy wodnej walki. Szczerząc zęby w uśmiechu, szarpnął żyłkę. Ani drgnęła. Mamrocząc przekleństwa, kopnął zardzewiałą puszkę po piwie i zrobił kolejny krok w wysokiej, mokrej trawie. Poślizgnął się na czymś gęstym. Bobby Lee Fuller wylądował na kolanach. I znalazł się oko w oko z Arnette Gantrey.

Jej twarz zdawała się odbijać jego własne zdumienie – szeroko otwarte oczy, rozdziawione usta, białe, bardzo białe policzki. Okoń podrygiwał ostatkiem sił na jejnagich, okaleczonych piersiach.

Wiedział, że jest martwa, martwa jak kamień, i ta świadomość była wystarczająco paskudna. Ale dopiero widok krwi, matowych kałuż wsiąkających w mokrą ziemię, oblepiających ciemną mazią jej utlenione włosy, zaskorupiałych w otworach dziesiątek dziur okalających szyję, gdzie widniało szerokie cięcie, dopiero widok krwi wyrwał mu z gardła chrapliwy, zwierzęcy pomruk i kazał cofać się na czworakach. Nie wiedział, że ten dźwięk pochodzi od niego. Nie wiedział, że klęczy w jej krwi.

Bobby Lee podniósł się i zrzucił cale śniadanie na swoje nowe czarne kowbojki.



4 из 431