
Vinnie musiała poczekać w ogólnej sali, natomiast podnieconą Kammę wezwano do najświętszej części groty – składziku.
Pastor Prunck był gładkim jegomościem w wieku średnim. Wypomadowane, dyskretnie podbarwione na ciemny brąz włosy układał w fale, oczy miał piwne, głębokie niczym studnie zrozumienia i przesłodzonego sentymentalizmu. Głosowi potrafił nadać żądany ton, raz groźny, taki, w którym czuło się żar ognia piekielnego, to znów aksamitny, wprost ociekający pochlebstwami lub głoszący obietnice zbawienia.
– Moja droga, droga pani Dahlen – powitał ją z zachwytem. – Co mogę dla pani zrobić?
Kamma dawno już uległa urokowi jego spojrzenia poskramiacza lwów. Tak jak i wszystkie inne kobiety z sekty sądziła, że jest szczególnie zainteresowany…
A teraz znalazła się z nim sam na sam w małym przytulnym składziku! Do czego może to prowadzić? Do czułego pogładzenia po policzku? A może… może nareszcie nabrał śmiałości i wyzna jej, jak bardzo ona, Kamma, go pociąga?
– Drogi pastorze, wydarzyło się coś strasznego! Wie pan, majątek, o którym mówiłam, ten, który miałam w banku…
Zainteresowanie pastora natychmiast przybrało na sile,
– Tak?
– Okazuje się, że najwidoczniej wszystko przypada Vinnie!
Uśmiech duszpasterza nieznacznie ochłódł.
– Ależ to wyśmienicie, pani Dahlen! A więc w chwili przekroczenia bram nie będzie pani przygniatał żaden ziemski ciężar!
– Ach, oczywiście, ale tak bardzo się cieszyłam, że będę mogła przekazać wszystko panu, aby pan to unicestwił. No i troszeczkę miałam zamiar zatrzymać dla siebie, bo przecież to my, wybrańcy, przeżyjemy.
Pastor uśmiechał się szeroko, ale wymuszenie, uśmiech nie docierał do oczu. Pogroził palcem.
– Pani Dahlen, nie wolno nie dowierzać! Pozostaniemy na ziemi jako jedyni. Na cóż nam wtedy pieniądze?
– No tak, ale myślałam… Pan ma samochód, pastorze. Moglibyśmy, być może, pojechać razem do nowego domu Vinnie… Tam ukryty jest papier, dzięki któremu można zapobiec, by moje… nasze pieniądze wpadły w ręce Vinnie.
