
Rikard postanowił zostać policjantem, ponieważ żywił podziw dla tego zawodu, oczywiście kiedy wykonywano go we właściwy sposób. Z początku był to dziecinny podziw dla wspaniałego munduru, godności i władzy, ale jego zainteresowanie tą profesją nigdy nie wygasło. W wykonywaniu takiej pracy widział sens, a także możliwość przeżycia czegoś interesującego.
Krótko mówiąc: zawód policjanta ze wszech miar mu odpowiadał.
Aikard Brink z Ludzi Lodu był postawnym mężczyzną. Miał już dwadzieścia cztery lata. Jego niewinnie błękitne oczy zdumiewały wszystkich, którzy spodziewali się, że przy tak ogromnym ciele musi mieć surową, nieprzyjemną twarz. Pierś miał szeroką niczym bizon i o głowę przewyższał większość ludzi. Uchylając rąbka tajemnicy należy wspomnieć, że w sekrecie ćwiczył mięśnie i bardzo się wstydził, a zarazem odczuwał niezmierną dumę, gdy ktoś prosił go, by zademonstrował bicepsy. A były one w istocie imponujące.
Szczególnego powodzenia u kobiet Rikard nie miał, zbyt wiele w nim tkwiło z dobrotliwego, potulnego misia. Dziewczęta traktowały go raczej jak przyjaciela i chętnie zwierzały mu się ze swych sercowych kłopotów. Nie wyglądał wcale najgorzej, może trochę… zbyt okazale, zbyt potężnie. W twarzy o mocnych rysach dominowały gęste, ciemne brwi, usta miał pełne, skore do uśmiechu, szerokie kości policzkowe. Rikard bardzo pragnął wyglądać jak najlepiej – któż z nas by tego nie chciał – i znaleźć wreszcie przyjaciółkę, bo koledzy ciągle rozmawiali o narzeczonych i żonach. Gdy jednak chodziło o wygląd, brakowało mu pewności siebie, a wiadomo, że kiedy jej całkiem brak, znika także sporo wdzięku. Rikard uważał, że jest człowiekiem śmiertelnie nudnym i od tej myśli nikt nie potrafił go odwieść.
