
— Skądże. Niemal tu wrośli — odparł Vasquez. — Grają przez parę miesięcy, obstawiają długofalowy wynik kampanii lądowej. Teraz z powodu deszczów panuje cisza. Jakby wojny w ogóle nie było. Ale żebyś widział, co się tu dzieje, kiedy robi się gorąco.
Coś mi się w tej sali nie podobało. Nie chodziło nawet o galerię dziejów Skya Haussmanna, choć ona z pewnością grała istotną rolę.
— Powinniśmy się chyba stąd wynosić — powiedziałem.
— A wasze drinki?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdy wszedł szef kuchni, głośno dysząc przez plastikową maskę. Pchał mały wózek z napojami. Wzruszyłem ramionami i poczęstowałem się kwaśnym pisco.
— Sky Haussmann jest tu strasznie ważny. — Wskazałem na dekoracje.
— Człowieku, nawet sobie nie zdajesz sprawy jak. — Vasquez pstryknął i idealnie dotąd czarna kopuła ożywiła się i wypełniła bardzo szczegółowym obrazem połówki Skraju Nieba; od podłogi wznosił się skraj czerni, jak błona mrużna jaszczurki. Nueva Valparaiso — mrugające iskierki na widocznym przez dziury w chmurach zachodnim wybrzeżu Półwyspu. — Tak?
— Rozumiesz, ludzie są tu dość religijni. Łatwo można urazić ich uczucia, jeśli jest się nieostrożnym. Człowieku, musisz to uszanować.
— Słyszałem, że wokół Haussmanna powstał ruch religijny. Tyle wiem. — Znów wskazałem głową dekoracje. Po raz pierwszy zauważyłem przymocowany do ściany element przypominający czaszkę delfina, dziwnie skrzywiony i pofałdowany. — Co się stało? Kupiłeś ten przybytek od jakiegoś Haussmannowskiego świra?
— Nie, to nie to.
Dieterling chrząknął, ale mówiłem dalej:
— Więc co? Masz w tym udziały?
Vasquez zgasił papierosa i zaczął się szczypać w grzbiet nosa, marszcząc przy tym niskie czoło.
— Co jest, Mirabel? Chcesz mnie zdenerwować czy po prostu jesteś ciemnym palantem?
— Skądże, usiłowałem tylko nawiązać uprzejmą rozmowę.
