— Akurat. A wcześniej nazwałeś mnie Czerwonym. Wymsknęło ci się, co?

— Sądziłem, że już to załatwiliśmy. — Upiłem łyk pisco. — Nie zamierzałem cię irytować, Vasquez, ale dziwię się, że jesteś tak przewrażliwiony.

Wykonał ręką ledwo zauważalny gest, jakby pstryknięcie palcami.

Moje oczy nie zdołały zarejestrować tego, co stało się potem — jakiś podprogowy ruch metalu i delikatny wietrzyk, sunący wokół sali. Po fakcie doszedłem do wniosku, że w ścianach, podłodze i suficie musiało się otworzyć kilkanaście przesłon, z których wysunęły się maszyny.

Były to automatycznie uruchomione drony-wartownicy; dryfujące w powietrzu czarne kule, które rozwierały się na równiku, a każda demonstrowała po trzy, cztery lufy pistoletów, skierowane na mnie i na Dieterlinga. Wojownicze drony krążyły powoli wokół nas, brzęcząc jak pszczoły.

Przez długą chwile obaj wstrzymaliśmy oddech, wreszcie Dieterling przemówił:

— Chyba padniemy trupem, jak się naprawdę wkurzysz, co Vasquez?

— Nie mylisz się, Wężu, niewiele do tego brakuje. — Podniósł głos. — Włączyć tryb zabezpieczeń. — Jak przedtem, pstryknął palcami. — Widzisz, chłopie, może ci się wydawać, że to ten sam gest co poprzednio. Ale sala odbiera to inaczej. Gdybym nie wyłączył systemu, zinterpretowałaby go jako rozkaz zabicia wszystkich z wyjątkiem mnie i tych bogatych dupków w fotelach.

— Cieszę się, że to wcześniej trenowałeś.

— Tak, Mirabel, śmiej się, śmiej. — Znów wykonał ten sam gest. — Wyglądał tak samo, co? Ale to też była zupełnie inna komenda. Drony zrozumiałyby to jako rozkaz odstrzelenia ci rąk kolejno, po jednej. Pokój jest tak zaprogramowany, że rozumie kilkanaście gestów i, zapewniam cię, po niektórych jestem przerażony rachunkiem za sprzątanie. — Wzruszył ramionami. — Wyraziłem się jasno?

— Owszem.

— Dobrze. Wyłączyć tryb zabezpieczeń. Wartownicy, wycofać się.

Jak poprzednio: plama ruchu, wietrzyk. Jakby maszyny w okamgnieniu przestały istnieć.



15 из 372