— Zrobię wszystko, żeby cię nie zawieść. Życz mi powodzenia. Dieterling uścisnął mi dłoń.

— Uważaj na siebie, Tanner. Nie wyznaczono za ciebie nagrody, ale i tak nie uda ci się stąd odejść bez wyjaśnień. Sam musisz wymyślić sposób, jak pozbyć się pistoletu.

Skinąłem głową.

— Strasznie ci go brakuje. Kupię ci taki na urodziny.

Przez chwilę mi się przyglądał, jakby coś jeszcze chciał dodać, po czym odwrócił się i odszedł. Obserwowałem, jak wychodzi z pomieszczenia i znika w ciemnej hali. Po drodze dobierał odpowiedni kolor płaszcza — oddalająca się postać o szerokich plecach migotała.

Stanąłem przy windzie, czekając na swój wagonik. Włożyłem dłoń do kieszeni — wyczułem zimny, twardy jak diament pistolet.

TRZY

— Proszę pana? Za piętnaście minut podadzą kolację na dolnym pokładzie. Czy zechce pan dołączyć do reszty pasażerów?

Drgnąłem — nie słyszałem przedtem kroków na schodach prowadzących na pokład widokowy. Myślałem, że jestem zupełnie sam. Pasażerowie od razu schowali się w kabinach — podróż miała trochę potrwać i warto było rozpakować bagaże — ja natomiast wszedłem na pokład widokowy, by obserwować odjazd. Dostałem kabinę, ale nie musiałem niczego rozpakowywać.

Wznoszenie zaczęło się niesamowicie łagodnie. Początkowo w ogóle nie słyszało się żadnego dźwięku, nie odczuwało wznoszenia ani wibracji, tylko gładki ślizg, niezauważalnie powolny, lecz ze stale rosnącą szybkością. Spojrzałem w dół, usiłując dostrzec sekciarzy, ale widok miałem pod takim kątem, że widziałem tylko paru maruderów, choć poniżej musiała być masa ludzi. Właśnie jechaliśmy przez źrenicę sufitu, gdy zaskoczył mnie tamten głos.

Odwróciłem się. Mówił do mnie serwitor, nie człowiek. Miał wyciągalne ramiona i bardzo wystylizowaną głowę, ale brakowało mu nóg czy kół; jego tors zwężał się jak tułów osy. Robot poruszał się na szynie zamontowanej w suficie, do której był przymocowany zakrzywionym wysięgnikiem wystającym mu z pleców.



28 из 372