
Kiedy leżałem na kanapie Dominiki, mój umysł tworzył wolne skojarzenia. Leniwie rozmyślałem o ulepszeniach, jakie bym wprowadził, gdyby to zależało ode mnie. Na początek uczyniłbym implant znacznie trudniejszym do usunięcia, umieszczając go w głębokim połączeniu neuronowym, o które tak niepokoiła się Dominika, a potem dodał system przeciwwłamaniowy. Coś, co upiekłoby mózg obiektu, gdyby ktoś próbował wyjąć implant przed przewidzianym czasem. Również myśliwi mieliby wszczepione własne implanty, trudne do usunięcia. Wbudowałbym obu typom implantów — myśliwego i ofiary — zdolność emitowania zakodowanego sygnału, rozpoznawalnego przez oba implanty. I gdyby myśliwy i ofiara zbliżyli się do siebie bardziej, niż wynosi dana z góry odległość — powiedzmy, znaleźliby się w jednym kwartale domów — implanty informowałyby o tym swoich nosicieli za pośrednictwem głębokiego połączenia neuronowego. Podglądaczy w ogóle wyciąłbym z pętli — niech śledzą zwierzynę na swoją modłę. Uczyniłbym całą sprawę bardziej prywatną i ograniczył liczbę myśliwych do miłej, okrągłej liczby, na przykład do jednego. W ten sposób stałoby się to wszystko znacznie bardziej osobiste. A dlaczego ograniczać czas polowania do zaledwie pięćdziesięciu godzin? Przecież w mieście tej wielkości polowanie może z łatwością trwać kilkadziesiąt dni albo dłużej, pod warunkiem, że damy ofierze dość czasu na ukrycie się w labiryncie Mierzwy. A poza tym nie widziałem powodu, by ograniczać arenę gry do samej Mierzwy, nawet do Chasm City. Czemu nie miałaby objąć wszystkich osiedli na planecie? To byłoby prawdziwe wyzwanie.
