
Dominika byłaby jego pierwszą i ostatnią szansą ocalenia.
— Wiem, że był przypadkiem specjalnym — powiedziałem. — I właśnie dlatego wiem, że masz środki, by się z nim skontaktować.
— Dlaczego ja się z nim kontaktować?
Westchnąłem. Uświadomiłem sobie, że czeka mnie ciężka przeprawa lub duże koszty, a może i to, i to.
— Przypuśćmy, że coś mu usunęłaś, a on wydawał się zdrowy, a potem, dzień później, odkryłaś, że w implancie, który usunęłaś, jest coś nienormalnego — może ślady zarazy. Miałabyś obowiązek się z nim skontaktować, prawda?
Wyraz jej twarzy nie zmieniał się, pomyślałem więc, że przyda się trochę nieszkodliwego pochlebstwa.
— Tak właśnie postąpiłby każdy szanujący się chirurg. Wiem, że nie wszyscy tutaj potrudziliby się, goniąc takiego klienta, ale, jak właśnie powiedziałaś, Madame Dominika jest najlepsza.
Chrząknęła na znak akceptacji.
— Informacja o kliencie, poufna — dodała Dominika, ale oboje wiedzieliśmy, co to znaczy.
Kilka minut później byłem lżejszy o kilkadziesiąt banknotów, ale również miałem adres w Baldachimie; miejsce o nazwie Escherowskie Turnie. Nie miałem pojęcia, na ile ten adres jest konkretny — czy odnosi się do pojedynczego mieszkania, jednego budynku, czy określonego rejonu w plątaninie.
— Teraz ty zamknąć oczy — powiedziała, dźgając moje czoło tępo zakończonym naparstkiem. — A Dominika robić magię.
Zanim przystąpiła do pracy, zastosowała miejscowe znieczulenie. Usuwanie myśliwskiego implantu nie zajęło jej dużo czasu i nie było nawet nieprzyjemne.
