
— Przyszedł z ty — powiedziała Dominika. — Ubrany jak ty, w ubranie Żebraków. Prosił implanty precz.
— Powiedz mi o czymś, czego nie wiem.
Dominika uśmiechnęła się obleśnie i wiedziałem, że cokolwiek mi teraz powie, będzie się cieszyła z mojej reakcji.
— On nie mieć implantów, panie Mirabel.
— Przecież widziałem go na twojej kanapie. Operowałaś go. Ogoliłaś mu głowę.
— On kazać mi zrobić to wyglądać dobrze. Dominika nie pytać. Robić co klient mówić. Klient zawsze racja. Kiedy klient płacić dobrze, jak pan Quirrenbach. Klient powiedzieć udawać operacja. Ogolić włosy, przejść przez procedurę. Ale ja nigdy nie otwierać jego głowa. Nie potrzebować. I tak go skanować — tam nic. On już czysty.
— Więc dlaczego do cholery…
I wtedy nagle wszystko nabrało sensu. Quirrenbach nie musiał usuwać implantów, gdyż one — jeżeli w ogóle je kiedykolwiek miał — zostały usunięte przed laty, podczas zarazy. Quirrenbach w ogóle nie był z Grand Teton. Nie był nawet spoza układu. Był miejscowym talentem i zwerbowano go, by zjechał za mną na dół i wykrył, jakie mam zamiary.
Pracował dla Reivicha.
Reivich dotarł do Chasm City przede mną, jechał już w dół, kiedy Lodowi Żebracy nadal składali do kupy moje wspomnienia. Kilka dni przewagi to niewiele, ale widocznie ten czas wystarczył do zwerbowania pomocy. Quirrenbach mógł być jego pierwszym punktem kontaktu. A potem Quirrenbach powrócił na orbitę i zmieszał się z imigrantami, którzy właśnie przybyli spoza układu. Miał śledzić ożywionych ludzi z „Orvieto” i znaleźć tego, kto mógł być najemnym zabójcą.
Wróciłem myślami do tamtych wydarzeń.
Najpierw zaczepił mnie Vadim w jadalni „Strelnikova”. Odtrąciłem Vadima, ale po kilku minutach zauważyłem, że bije on Quirrenbacha. Rzuciłem się i zmusiłem Vadima, by zostawił Quirrenbacha, a potem zbiłem Vadima. Pamiętam dobrze, że to Quirrenbach hamował mnie, bym go nie zabijał.
