W tamtym czasie tłumaczyłem to jego skłonnością do wybaczania.

Potem razem z Quirrenbachem popełzliśmy do kwatery Vadima. Znowu wspomniałem, jak niepewnie czuł się Quirrenbach, gdy zaczęliśmy przeszukiwać graty. Uważał to za niemoralne. Sprzeczałem się z nim i wtedy Quirrenbach został zmuszony do udziału w kradzieży.

Przez cały czas nie widziałem rzeczy oczywistej: że Quirrenbach i Vadim pracowali razem.

Quirrenbach musiał w jakiś sposób znaleźć się blisko mnie bez wzbudzania podejrzeń; dowiedzieć się o mnie czegoś więcej. Obydwaj mnie wrobili. W jadalni Vadim niewątpliwie zbił Quirrenbacha, ale tylko dlatego, że potrzebowali realizmu. Musieli wiedzieć, że ruszę z interwencją, zwłaszcza po swoim wcześniejszym starciu z Vadimem. Później, gdy zaatakowano nas w karuzeli, Quirrenbach stał z boku, przytrzymywany przez drugiego mężczyznę, a ja przyjmowałem na siebie całą zemstę Vadima.

Powinienem był to wtedy dostrzec.

Quirrenbach przypiął się do mnie, z czego wynikało, że w swoim fachu był bardzo dobry; wyodrębnił mnie spośród wszystkich pasażerów statku — ale niekoniecznie musiało tak być. Reivich mógł wynająć kilku agentów, by śledzili innych pasażerów, a każdy z nich wykorzystywał odrębną strategię zbliżenia się do swego celu. Różnica polegała na tym, że kiedy tamci szli za niewłaściwą osobą, Quirrenbach — dzięki szczęściu lub rozumowaniu — trafił w środek tarczy. Nie miał jednak całkowitej pewności. Podczas naszych rozmów starannie unikałem wszelkich wskazówek co do mojej tożsamości ochroniarza Cahuelli.

Spróbowałem postawić się na miejscu Quirrenbacha.

I on, i Vadim prawdopodobnie bardzo chcieli mnie zabić. Ale nie mogli tego zrobić, dopóki nie nabrali absolutnego przekonania, że to ja jestem prawdziwym zabójcą.



15 из 296