Sky patrzył, jak punkciki zgładzonych mężczyzn rozpuszczają się w ciemności, niczym dwie plamki śmietany opuszczone w najczarniejszą z kaw. Statek oczywiście nie miał ciągu — zawsze za życia Skya dryfował — co oznaczało, że mężczyznom oddalenie się od statku zajmie wieczność.

— Nic takiego, proszę pana. Po prostu myślałem. Teraz, kiedy wyrzucono tych dwóch ludzi i nie musimy już ich ze sobą wieźć, jeśli przyjdzie nam włączyć napęd wsteczny, będziemy mogli hamować nieco silniej. To znaczy, że możemy pozostać w trybie lotu z naszą bieżącą szybkością odrobinę dłużej. To z kolei oznacza, że ci ludzie w jakiś niewielki, ledwie wystarczający sposób zapłacili nam za swoje zbrodnie.

— Miewasz bardzo dziwaczne pomysły, Haussmann. — Ramirez położył mu palec na nosie i nachylił się bliżej. Nie było żadnej możliwości, by inni oficerowie usłyszeli ich rozmowę, lecz teraz już mówił szeptem. — Mam małą radę. Nie żartowałem, kiedy powiedziałem, że twoje nazwisko krąży — ale nie jesteś jedynym kandydatem i jedno niezręczne słowo może się katastrofalnie odbić na twoich szansach. Wyrażam się jasno?

— Jak słońce, proszę pana.

— Dobrze. Uważaj, co robisz, miej głowę na karku i może szczęście będzie ci sprzyjać.

Sky kiwnął głową. Wyobrażał sobie, że Ramirez spodziewa się wdzięczności za swe konfidencjonalne rady, ale Sky w rzeczywistości czuł — choć starał się to jak najlepiej ukrywać — nieposkromioną pogardę. Tak jakby życzenia Ramireza i jego kumpli w jakiś sposób miały na niego wpływ! Tak jakby rzeczywiście mieli coś do powiedzenia na temat tego, czy zostanie kapitanem, czy nie. Biedni ślepi głupcy.



23 из 296