Było to tak dziwne, że drgnąłem, ale on był spokojny, jak klown Doddy, gdy Ernest Witt przekręci go w zębach na trapezie. „To wszystko, co umiem — powiedział, gdy ponownie usiedliśmy razem — ale mogę to powtórzyć kilka razy z rozbiegu i z miejsca, gdy, być może, znajdę się w doskonałej formie. Wówczas publiczność zobaczy więcej, ale zaręczyć tego nie mogę.”

Spytałem, co myśli o sobie jako o niezwykłym i dziwnym fenomenie. Wzruszył tylko ramionami. „O tym nie wiem więcej niż pan, zapewne nie więcej także od tego, co wiedzą niektórzy twórcy o swoich fabułach, które po prostu pojawiają się. Tak, to właśnie pojawia się i we mnie.” Nic więcej nie powiedział. Byłem wstrząśnięty. Zaproponowałem mu milion, nie zgodził się i nawet ziewnął. Nie nalegałem. Odrzucił moją propozycję tak zdecydowanie i stanowczo, że naleganie byłoby upokarzające. Ale oczywiście spytałem, co zmusza go do publicznego występu. „Od czasu do czasu — odrzekł — słabnie mój dar, jeśli się go nie ożywia; odnawia się zupełnie, gdy są widzowie moich ćwiczeń. Oto jedyna siła, od której jestem zależny.” Ale ja nic nie zrozumiałem, być może, że żartował. Odniosłem wrażenie, że rozmawiam z niesamowitym człowiekiem, który zachowuje całkowite incognito. Jest młody, poważny jak uczony, i doskonale ubrany. Ma szpilkę z brylantem wartości trzystu tysięcy. Wszystko to zmusza do zastanowienia się. Na drugi dzień poranne i wieczorne gazety zamieściły wywiad z Agassicem; w jednej z gazet pojawił się nawet zaimprowizowany portret dziwnego aktora. Jego wąsy i fryzura mogłyby być doskonałą reklamą porostu włosów. Na czytelnika patrzył z gazety wytrzeszczając oczy fascynujący brutal.

W tym czasie sprawca tego całego rozgardiaszu, przeglądnąwszy gazety i w pełni nacieszywszy się portretem, spytał sam siebie: „No co, Drudzie, czy będziesz dwudziestego trzeciego w cyrku?” I sam sobie udzielił odpowiedzi: „Tak, będę i popatrzę, jak ten silny powiew, to uderzenie wichru zagasi maleńki gnuśny płomień prymitywnego rozumu, którym chełpił się «król przyrody». I krople potu pokryją jego oblicze…”



3 из 180