– Wybacz mi – szepnął, potem głęboko wciągnął powietrze i zwrócił się do Urraki jakimś dziwnie martwym głosem: – No więc zmiłuj się i otwórz nam! Ale zniknij, zanim zdążymy wyjść!

Czarownica potwierdziła skinieniem głowy.

– Ta przysługa zostanie zapisana na twoje dobro, Tabris.

– U kogo? – spytał bez radości i zresztą bez nadziei na odpowiedź.

Sissi miała łzy w oczach.

– Dziękuję – powiedziała cicho.

Nagle zamknięcie zniknęło. Urraca również.

– Wykorzystałeś szansę – rzekła cierpko, zbierając ubranie, które Zarena zniszczyła, i próbując się jakoś ubrać. Choć było podarte, nadawało się jeszcze do użytku.

Miguel nie chciał jej okazywać, jak bardzo jest rozgoryczony.

– Będzie jeszcze wiele szans – odparł z udaną stanowczością. – A teraz chodź, czas nagli, tamci desperacko potrzebują naszej pomocy.

I znowu stał się Tabrisem. Był kolosalny, budził grozę, ale i respekt. Sissi pozwoliła, by silne ramiona uniosły ją w górę i wylądowała na plecach ukochanego. Rękami mocno objęła jego szyję.

To było coś zupełnie innego niż upiorna ucieczka w góry w żelaznych objęciach Zareny. Sissi szarpała się i wyrywała żeńskiemu demonowi jak tylko mogła i wiedziała, że jej ciosy sprawiają ból. W końcu wściekła Zarena jednym jedynym uderzeniem pozbawiła ją świadomości.

A potem, nagle, pojawił się Miguel.

Jak pięknie ze sobą rozmawiali w tej okropnej górskiej norze, która miała być jej ostatnim miejscem na ziemi. Jak bardzo się do siebie zbliżyli. Potrafili nawet mówić o swojej najgłębszej miłości, choć nie mogli sobie tego w pełni okazywać. Nie wymienili nawet jednego pocałunku. Miguel, w ludzkiej postaci, był taki piękny. Jego drugie ja, Tabris…

Sissi czuła, że płacz rozsadza jej piersi. Zamknęła oczy, by nie widział, co się z nią dzieje. Przytuliła policzek do jego twarzy, a jego cudowne skrzydła niosły oboje ponad równiną.



6 из 150