Małanow zrewanżował się opowieścią, jak koledzy pracują przy Wielkiej Antenie. Co to takiego Wielka Antena? Proszę bardzo. Opowiedział, co to takiego Wielka Antena i po co ona komu. Lidka wyciągnęła swoje długie nogi, skrzyżowała je i położyła na krzesełku Bobka. Nogi były gładkie jak lustro. Malanow miał nawet wrażenie, że w tych nogach coś się odbija. Żeby otrzeźwieć, wstał i zdjął z kuchenki kipiący czajnik. Przy tej okazji sparzył sobie palce i niejasno przypomniał sobie historię pewnego mnicha, który wsadził kończynę w ogień, czy też we wrzątek, żeby przepędzić pokusę powstałą na skutek bezpośredniej bliskości pięknej kobiety — taki to był zacięty facet.

— Może jeszcze szklaneczkę? — zapytał.

Lidka nie odpowiedziała, więc Malanow odwrócił głowę. Dziewczyna patrzyła na niego szeroko otwartymi, jasnymi oczami i na jej lśniącej od opalenizny twarzy malowało się całkowicie zaskakujące uczucie — ni to zmieszania, ni to przerażenia — aż usta otworzyła.

— Herbaty? — niepewnie zapytał Malanow, chybocząc czajnikiem.

Lidka drgnęła, szybciutko zamrugała powiekami i przesunęła dłonią po czole.

— Słucham?

— Pytam, czy nalać pani jeszcze herbaty?

— Nie, dziękuję… — roześmiała się jak gdyby nigdy nic. — Obawiam się, że pęknę. Muszę dbać o figurę.

— Oczywiście! — oświadczył Malanow ze wzmożoną galanterią. — O taką figurę koniecznie należy dbać. Być może nawet warto ją ubezpieczyć…

Lidka uśmiechnęła się na sekundę, odwróciła głowę i przez ramię spojrzała na podwórze. Szyję miała długą, gładką, może tylko troszkę zbyt chudą. W Malanowie zrodziło się podejrzenie, że jest to szyja stworzona do pocałunków. Podobnie jak ramiona. Nie mówiąc już o reszcie. Kirke, pomyślał. Zresztą, od razu dodał, ja kocham swoją Irkę i nie zdradzę jej nigdy w życiu.

— To bardzo dziwne — powiedziała Kirke. — Mam uczucie, jakbym to wszystko już kiedyś widziała — i tę kuchnię, i to podwórze… tylko że na podwórzu rosło wielkie drzewo… Czy panu zdarzyło się kiedyś coś podobnego?



12 из 128