— Pardon! — zawołał Malanow. — Niech się pani rozgości, ja zaraz… Złapał słuchawkę i usłyszał, jak Weingarten monotonnie, jakimś nieswoim głosem, powtarza:

— Dimka… Dimka… Odezwij się, Dimka…

— Halo! — powiedział Malanow. — Słuchaj, Walka…

— Dimka! — wrzasnął Weingarten. — To ty?

Malanow aż się przeraził.

— Czego się wydzierasz? Nie gniewaj się, ale ktoś do mnie przyjechał… Później do ciebie zadzwonię.

— Kto? Kto do ciebie przyjechał? — strasznym głosem zapytał Weingarten.

Malanow poczuł, że robi mu się zimno. Walka oszalał. Co za pechowy dzień…

— Walka — powiedział bardzo spokojnie. — Co z tobą? Po prostu jakaś dziewczyna przyjechała. Przyjaciółka Irki…

— S-sukinsyn! — powiedział nagle Weingarten i odłożył słuchawkę…

Rozdział 2


3…zmieniła swój minibezrękawnik na minispódniczkę i minibluzeczkę. Trzeba przyznać, że dziewczyna była w wysokim stopniu przebojowa — Malanow nabrał przekonania, że Lida pryncypialnie nie uznawała staników. Na diabła jej staniki, wszystko miała w pierwszorzędnym gatunku bez żadnych staników. O „kawernach Malanowa” jakoś zupełnie zapomniał.

Zresztą wszystko przebiegało bardzo przyzwoicie, jak w najlepszych domach. Siedzieli, plotkowali, pili herbatę, pocili się. On już był Dimą, ona dla niego Lidką. Po trzeciej szklance Dima opowiedział kawał o dwóch kogutach — akurat okazał się a propos — a Lidka śmiała się do łez i machała gołą ręką. Malanow przypomniał sobie (w związku z kogutami), że trzeba zadzwonić do Weingartena, ale nie zadzwonił, a zamiast tego powiedział do Lidki:

— Cudownie się pani opaliła!

— A pan jest biały jak robak — powiedziała Lidka.

— Praca, wciąż praca! Harówka!

— A u nas na obozie…

I Lidka szczegółowo, ale bardzo uroczo opowiedziała, jak wygląda na ich obozie problem opalania się.



11 из 128