Trzeba się przenieść do pokoju Bobka i już. Gorzej niż w łaźni. Malanow spojrzał na swoje biurko zawalone papierami i książkami. Sześć tomów samego tylko Smirnowa Władimira Iwanowicza… A to wszystko, co leży na podłodze? Strach pomyśleć o przeprowadzce. Poczekaj, coś mnie przez chwilę olśniło… Do diabła… Przez tego twojego „Inturista”, nieszczęsna idiotko… A więc byłem w kuchni, potem przyniosło mnie do pokoju… Jest! Konforemne przekształcenie! Kretyński pomysł. A zresztą można sprawdzić…

Stękając wstał z tapczanu i właśnie wtedy zadzwonił telefon.

— Idiota — powiedział do aparatu i podniósł słuchawkę. — Halo!

— Baza? Kto przy telefonie? Baza?

Malanow odłożył słuchawkę i wykręcił numer biura naprawy.

— Biuro naprawy? Mój numer dziewięćdziesiąt trzy trzysta dziewięćdziesiąt osiem zero siedem… Wczoraj do was dzwoniłem. Nie mogę pracować, bez przerwy jakieś pomyłki.

— Pana numer? — przerwał mu wściekły głos kobiecy.

— Dziewięćdziesiąt trzy trzysta dziewięćdziesiąt osiem zero siedem. Ciągle do mnie dzwonią zamiast do „Inturistu” albo do zajezdni, albo…

— Niech pan odłoży słuchawkę. Sprawdzimy.

— Bardzo proszę… — błagalnie powiedział Malanow do przerywanego sygnału.

Następnie poczłapał do biurka, usiadł i wziął do ręki długopis. Ta-ak. Gdzie też ja widziałem tę całkę? Taka przystojna całka, całkowicie symetryczna… Gdzie ja ją widziałem? I to nie tylko stała, ale nawet się zeruje! No dobrze. Zostawimy ją na później. Nie lubię niczego zostawiać na później, czuję się, jakbym miał dziurę w zębie…

Zaczął przeglądać wczorajsze obliczenia i nagle poczuł słodki ucisk w sercu. Moje gratulacje, jak Boga kocham! Brawo, Malanów! Brawo! Wreszcie ci coś wyszło. I do tego nie byle co. To, bracie, nie „klucz do otwierania drzwi z drugiej strony”, do tego, bracie, nikt przed tobą nie doszedł! Żeby tylko nie zauroczyć… Ta całka… Niech tę całkę piekło pochłonie — jedźmy dalej!



3 из 128