— I nawet śmierci w twarz spojrzeć przed śmiercią nam nie sądzono, z oczami zawiązanymi na kaźń nas poprowadzono… — i dodał: — Biedactwo.

Nie było całkiem jasne, kogo miał na myśli.

— Wszystko już mogę zrozumieć — powiedział Malanow. — Ale ten facet z prokuratury…

— Chcesz jeszcze kawy? — przerwał mu Wieczerowski.

Malanow pokręcił głową i wtedy Wieczerowski wstał.

— W takim razie chodźmy do mnie — powiedział.

Przeszli do gabinetu. Wieczerowski usiadł za biurkiem — idealnie pustym, z samotną kartką papieru na środku — wyjął z szuflady automatyczny notes, nacisnął jakiś guziczek, przebiegł wzrokiem po spisie telefonów i wykręcił numer.

— Poproszę Igora Pietrowicza Zykina — powiedział ospałym dygnitarskim tonem. — Przecież mówię — Igora Pietrowicza Zykina… Wyjechał z ekipą śledczą? Dziękuję. — Odłożył słuchawkę. — Igor Pietrowicz Zykin wyjechał z ekipą śledczą — zawiadomił Malanowa.

— Chla z dziwkami mój koniak, tak wygląda jego ekipa śledcza… — burknął Malanow.

Wieczerowski przygryzł wargę.

— To już nieważne. Ważne, że Igor Pietrowicz Zykin naprawdę istnieje.

— Oczywiście, że istnieje! — powiedział Malanow. — Pokazał mi swoją legitymację służbową… A może myślałeś, że to byli oszuści?

— Raczej wątpię…

— Bo ja też nie przypuszczam. Z powodu butelki koniaku wdawać się w taką historię… tuż obok opieczętowanego mieszkania.

Wieczerowski skinął głową.

— A ty powiadasz: funkcje Hartwiga! — powiedział Malanow z wyrzutem. — Co tu gadać o pracy! Tylko patrzeć, jak mnie…

Wieczerowski patrzył na niego uważnie rudymi oczami.

— Dima — powiedział — a czy ciebie nie zdziwiło, że Śniegowej zainteresował się twoją pracą?

— Jeszcze jak! Nigdy w życiu nie rozmawiałem z nim o pracy…

— A co mu opowiedziałeś?

— No… w najogólniejszych zarysach… On właściwie nie wypytywał o szczegóły.



39 из 128