— Ale nic z tego nie zdążyłem już zrobić — smętnie zakończył Malanow. — Dlatego, że najpierw zaczęły się te kretyńskie telefony, potem przylazł ten typ z działu zamówień…

— Nic mi o tym nie mówiłeś — przerwał mu Wieczerowski.

— Bo to nie ma żadnego związku ze sprawą — powiedział Malanow. — Póki dzwonił telefon, jeszcze jako tako udawało mi się pracować, ale potem zjawiła się ta Lidka i wszystko poleciało w cholerę…

Wieczerowski zupełnie znikł w kłębach i smugach aromatycznego dymu.

— Nieźle, nieźle… — zabrzmiał jego głuchawy głos. — Ale, jak widzę, zatrzymałeś się w najciekawszym miejscu.

— Nie ja się zatrzymałem, tylko mnie zatrzymano!

— Tak — powiedział Wieczerowski.

Malanow uderzył się pięścią w kolano.

— Do diabła, powinienem teraz pracować i pracować! A ja nawet myśleć nie mogę. Przy każdym szeleście we własnym mieszkaniu podskakuję jak wariat… a na dodatek ta urocza perspektywa — co najmniej piętnaście lat kryminału…

Już nie wiadomo który raz napomykał o tych piętnastu latach, ciągle oczekując, że Wieczerowski powie: „Nie gadaj bzdur, jakie tam piętnaście lat, przecież to jawne nieporozumienie…”. Ale Wieczerowski i tym razem niczego podobnego nie powiedział. Zamiast tego nudnie i drobiazgowo zaczął wypytywać Malanowa o telefony: kiedy się zaczęły (dokładnie), o kogo pytano (choćby kilka konkretnych przykładów), kto dzwonił (mężczyzna? kobieta? dziecko?). Kiedy Malanow opowiedział mu o telefonie Weingartena, najwidoczniej był zaskoczony, czas jakiś milczał, a potem wrócił do tematu. Co Malanow odpowiadał? Czy zawsze podnosił słuchawkę? Co mu powiedzieli w biurze naprawy? Dopiero teraz Malanow przypomniał sobie, że po jego drugim telefonie do biura naprawy pomyłkowe telefony się skończyły… Ale nawet nie zdążył powiedzieć o tym Wieczerowskiemu, ponieważ przypomniał sobie coś.



41 из 128