
Przedwczoraj, zaledwie Weingarten przystąpił do pracy, w mieszkaniu pojawił się ten właśnie rudzielec — maleńki, miedzianoczerwony człowieczek o nadzwyczaj bladej buzi, w przyciasnym, zapiętym na wszystkie guziki czarnym staroświeckim garniturze. Wyszedł z dziecinnego pokoju i w czasie kiedy Walka bezdźwięcznie zamykał i otwierał usta, zwinnie usadowił się na krawędzi biurka i zaczął mówić. Bez żadnych wstępów oznajmił, że pewna pozaziemska cywilizacja od dawna już uważnie i z niepokojem śledzi działalność naukową Walentina Weingartena. Że ostatnia praca wymienionego Weingartena wywołuje u nich szczególną trwogę. Że on, rudzielec, jest upoważniony, aby zaproponować Walentinowi Weingartenowi natychmiastowe zaprzestanie pracy i zniszczenie wszystkich związanych z nią materiałów.
Nie ma żadnej potrzeby, żeby pan rozumiał, dlaczego żądamy tego od pana, oznajmił rudzielec. Tylko powinien pan wiedzieć, że próbowaliśmy już pewnych sposobów, aby wszystko przebiegło w sposób naturalny. Jest pan w błędzie, sądząc, że propozycja awansowania pana na dyrektora, nowy interesujący temat pracy naukowej, znalezienie skrzynki z monetami i nawet skandal w laboratorium były dziełem przypadku. Próbowaliśmy pana powstrzymać. Jednakże ponieważ udało się pana zaledwie przyhamować, i to nie na długo, zostaliśmy zmuszeni do zastosowania środka ostatecznego, jakim jest moja wizyta. Musi pan zresztą wiedzieć, że wszystkie dotychczasowe propozycje są nadal aktualne, i jest wyłącznie pańską rzeczą, którą z nich zechce pan przyjąć, jeśli zgodzi się pan spełnić nasze żądanie. Więcej, w tym ostatnim wypadku zamierzamy pomóc panu również w zaspokojeniu pańskich w pełni zrozumiałych pragnień, wynikających z ułomności właściwych ludzkiej naturze. W charakterze zaliczki zechce pan przyjąć ten skromny upominek…
