Z tymi słowy rudzielec wprost z powietrza wydobył i rzucił na biurko przed Weingartenem grubą kopertę wypchaną, jak się później okazało, niebywałymi znaczkami, których łącznej wartości człowiek nie będący fachowcem filatelistą nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić.

Weingarten, kontynuował rudzielec, w żadnym wypadku nie powinien przypuszczać, że jest jedynym Ziemianinem, który znalazł się w sferze zainteresowania supercywilizacji. Wśród znajomych Weingartena jest jeszcze co najmniej trzech ludzi, których działalność naukowa podlega w chwili obecnej likwidacji. On, rudzielec, może wymienić następujące nazwiska: Dymitr Malanow, astronom, Zachar Gubar, inżynier, Arnold Śniegowej, fizykochemik. Weingartenowi daje się do namysłu trzy doby licząc od chwili obecnej, po których upływie supercywilizacja będzie się uważała za uprawnioną do zastosowania niejakich złowieszczych „metod trzeciego stopnia”.

— Póki on mi to wszystko referował — mówił Weingarten przerażająco wytrzeszczając oczy i wysuwając do przodu dolną szczękę — ja, chłopcy, myślałem tylko o jednym: w jaki sposób to ścierwo wlazło do mieszkania bez klucza. Tym bardziej że drzwi były zamknięte na zasuwkę… Czyżby, myślę, złodziej się zakradł do chaty i znudziło mu się pod tapczanem? No, myślę, ja cię tu zaraz zlutuję… Ale kiedy sobie to wszystko planowałem, ten rudy bydlak zakończył swoje przemówienie i… — Weingarten zrobił efektowną pauzę.

— Wyfrunął oknem… — powiedział Malanow przez zęby.

— Takiego! — Weingarten nie krępując się obecnością dziecka wykonał nieprzystojny gest. — Nigdzie nie wyfrunął. Po prostu znikł!

— Walka… — powiedział Malanow.

— Stary, przysięgam! Siedział przede mną na biurku i właśnie przymierzałem się, żeby mu dać w mordę, nie wstając z krzesła… i nagle facet znika! Jak w kinie!



54 из 128