Weingarten porwał ostatni kawałek jesiotra i wepchnął go do paszczy.

— Moem? — powiedział. — Moem muam?… — przełknął z wysiłkiem i mrugając załzawionymi oczami mówił dalej: — To teraz, chłopcy, trochę już przyszedłem do siebie, ale wtedy… Siedzę w fotelu, oczy zamknąłem, przypominam sobie jego słowa, a sam trzęsę się w środku jak liść osiki… Myślałem, że zwyczajnie skonam na miejscu… Jeszcze nigdy nic takiego mi się nie przydarzyło. Sam nie wiem, w jaki sposób dowlokłem się do pokoju teściowej, golnąłem sobie waleriany — nie pomaga. Patrzę, stoi tam u niej brom. Łyknąłem bromu…


12…sfałszowane — powiedział wreszcie Malanow. Weingarten milczał pogardliwie. — No to w takim razie nowodruki…

— Jesteś głupi — powiedział krótko Weingarten i schował katalog.

Malanow nie znalazł odpowiedzi. Nagle przyszło mu do głowy: gdyby to wszystko było kłamstwem albo nawet zwykłą, a nie straszną prawdą, Weingarten postąpiłby odwrotnie. Najpierw pokazałby znaczki, a dopiero potem opowiedział o nich jakąś niebywałą historię.

— No więc, co teraz robić? — zapytał, czując, jak serce znowu zapada się w przepaść.

Nikt mu nie odpowiedział. Weingarten nalał sobie kieliszek, wypił w samotności i zakąsił ostatnim rolmopsem. Gubar tępo patrzył, jak jego dziwny syn, w skupieniu, z ogromną powagą na bladej twarzy, bawi się kieliszkami. Potem Weingarten znowu zaczął opowiadać, już bez wygłupów, jakby ze znużeniem, ledwie poruszając wargami. Jak natychmiast zadzwonił do Gubara, a Gubar nie odbierał telefonu; jak zadzwonił do Malanowa i dowiedział się, że Śniegowej istnieje naprawdę; jak się przeraził, kiedy Malanow poszedł otworzyć Lidce i długo nie brał słuchawki; jak nie spał przez całą noc, chodził po mieszkaniu i myślał, myślał, myślał, łykał brom i znowu myślał; jak dziś zadzwonił do Malanowa i zrozumiał, że do niego także już się dobrali, a potem przyszedł Gubar ze swoimi kłopotami…



55 из 128