
Z płaczem, ocierając oczy chusteczką, kobieta wyszła i Zachar został sam na sam z chłopczykiem. Co między nimi zaszło do godziny trzeciej, opowiedzieć nie chciał. Ale coś zaszło. (Chłopiec na ten temat wypowiedział się krótko: „Co tu dużo gadać, nauczyłem go rozumu…”). O trzeciej Zachar nie wytrzymał i w panice najpierw zadzwonił, a potem pobiegł do Weingartena, swego najbliższego przyjaciela, którego darzył niezmiernym szacunkiem.
— Nadal nic nie rozumiem — przyznał na zakończenie. — Wysłuchałem Walentina, wysłuchałem ciebie, Dima… Ale i tak nic lnie rozumiem. Jakoś się to nie trzyma kupy… i nawet trudno uwierzyć. Może wszystko przez ten upał? Przecież takiego upału podobno nie było od dwustu pięćdziesięciu lat. No i wszyscy powariowali, każdy na swój sposób… być może my także…
— Poczekaj, Zachar — powiedział Weingarten, marszcząc z irytacją czoło. -Ty jesteś człowiekiem konkretu, więc raczej wstrzymaj się chwilę ze swoimi hipotezami…
