Oni, ci mędrcy, wiedzą prawie wszystko i praktycznie są wszechmocni. Ukryć się przed nimi nie sposób, żadne tajemnice dla nich nie istnieją, walka z nimi jest pozbawiona wszelkiego sensu. I oto ta właśnie Liga Dziewięciu, zabrała się teraz do Zachara Gubara. Dlaczego właśnie do niego — ona nie wie. Co Zachar ma teraz zrobić — tego nie wie także. Sam musi się domyślić. Ona wie tylko tyle, że wszystkie dotychczasowe nieprzyjemności to ostrzeżenie. I ona również została posłana jako ostrzeżenie. A żeby Zachar przypadkiem nie zapomniał, otrzymała rozkaz, żeby zostawić u Zachara syna. Kto jej kazał — tego nie wie. W ogóle nie wie nic więcej. I nie chce wiedzieć. Chce tylko, żeby synowi nie stało się nic złego. Błaga Zachara, żeby się nie sprzeciwiał, niech dwadzieścia razy pomyśli, zanim przedsięweźmie cokolwiek. A teraz ona musi już iść.

Z płaczem, ocierając oczy chusteczką, kobieta wyszła i Zachar został sam na sam z chłopczykiem. Co między nimi zaszło do godziny trzeciej, opowiedzieć nie chciał. Ale coś zaszło. (Chłopiec na ten temat wypowiedział się krótko: „Co tu dużo gadać, nauczyłem go rozumu…”). O trzeciej Zachar nie wytrzymał i w panice najpierw zadzwonił, a potem pobiegł do Weingartena, swego najbliższego przyjaciela, którego darzył niezmiernym szacunkiem.

— Nadal nic nie rozumiem — przyznał na zakończenie. — Wysłuchałem Walentina, wysłuchałem ciebie, Dima… Ale i tak nic lnie rozumiem. Jakoś się to nie trzyma kupy… i nawet trudno uwierzyć. Może wszystko przez ten upał? Przecież takiego upału podobno nie było od dwustu pięćdziesięciu lat. No i wszyscy powariowali, każdy na swój sposób… być może my także…

— Poczekaj, Zachar — powiedział Weingarten, marszcząc z irytacją czoło. -Ty jesteś człowiekiem konkretu, więc raczej wstrzymaj się chwilę ze swoimi hipotezami…



59 из 128