Zachar właśnie przekazał z rąk do rąk jakąś nieszczęsną jej mężowi, ponuremu sierżantowi milicji, kiedy pojawiła się nieoczekiwanie kobieta z dzieckiem. Zachar pamiętał tę kobietę. Sześć lat temu poznał ją w następujących okolicznościach. Jechali w przepełnionym autobusie i stali obok siebie. Zachar spojrzał i kobieta spodobała mu się. Przepraszam, powiedział do niej, czy nie ma pani kawałka papieru i ołówka? Ależ proszę bardzo, odparła, wyjmując wymienione przedmioty z torebki. Ogromnie jestem pani wdzięczny, powiedział Zachar. A teraz proszę zapisać pani telefon, imię i nazwisko… Bardzo miło spędzili czas na wybrzeżu ryskim i jakoś niezauważalnie rozstali się, jak można było sądzić, po to, żeby się więcej nie spotkać, zadowoleni i bez żadnych wzajemnych pretensji.

I oto teraz ta kobieta zjawiła się u Zachara, przyprowadziła tego chłopczyka i powiedziała, że to ich syn. Już od trzech lat była zamężna, mąż był nadzwyczajnym człowiekiem, do tego bardzo znanym, żona szanowała go i kochała bezgranicznie. Nie mogła wytłumaczyć Zacharowi, po co właściwie przyszła. Płakała za każdym razem, kiedy próbował to od niej wydobyć. Załamywała ręce i było jasne, że swoje zachowanie uważa za podłe i wstrętne. Ale nie odchodziła. Doba, którą spędziła w zdemolowanym mieszkaniu Zachara, była chyba najstraszniejsza ze wszystkiego. Kobieta zachowywała się jak somnambuliczka, bez przerwy o czymś mówiła, Gubar pojmował pojedyncze słowa, ale absolutnie nie był w stanie zrozumieć sensu. A wczoraj rano jakby się nagle ocknęła. Za rękę wyciągnęła Zachara z łóżka, zaprowadziła do łazienki, odkręciła wszystkie krany i szeptem zaczęła opowiadać mu na ucho jakieś przedziwne historie.

Z jej słów wynikało (w interpretacji Gubara), że od najdawniejszych czasów istnieje na Ziemi pewna tajemnicza na wpół mistyczna Liga Dziewięciu. To jacyś potwornie tajni mędrcy, ni to żyjący nadzwyczajnie długo, ni to w ogóle nieśmiertelni, którzy zajmują się, praktycznie rzecz biorąc, dwiema sprawami — po pierwsze, gromadzą i badają wszystkie osiągnięcia we wszystkich bez wyjątku dziedzinach nauki, a po drugie pilnują, żeby określone wynalazki naukowo-techniczne nie stały się dla ludzi narzędziem samounicestwienia.



58 из 128