Dzisiaj mija dziesięć dni od jej wyjazdu. To znaczy, że musiała złożyć zamówienie jeszcze wcześniej. Znowu od kogoś pożyczyła forsę i zamówiła. Niespodzianka. Pięćset rubli długów, a jej niespodzianki w głowie!… Tylko jedno było jasne — do sklepu można nie chodzić. Cała reszta wyglądała niezwykle mglisto. Urodziny? Nie. Rocznica ślubu? Chyba też nie. Na pewno nie. Urodziny Bobka? Zawsze wypadały w zimie…

Przeliczył szyjki. Dziesięć sztuk jak w aptece. Na co ona liczyła? Ja tego przez rok nie wypiję. Wieczerowski też prawie nie pije, a Walki Weingartena Irka nie lubi…

Kalam zamiauczał strasznym głosem. Coś tam wywęszył w tym pudle…


2…łososia w sosie własnym i kawał szynki z dołożoną zielonkawą piętką. Potem zabrał się do zmywania naczyń. Było absolutnie jasne, że wobec tych wspaniałości w lodówce brud w kuchni wygląda szczególnie fatalnie. W tym czasie telefon dzwonił dwukrotnie, ale Malanow tylko zaciskał zęby. Nie odbiorę i już. Niech się powieszą razem ze swoimi zajezdniami i garażami. Niestety, patelnię również trzeba będzie umyć, to nieuniknione. Patelnia posłuży teraz do znacznie wyższych celów niż jakaś tam jajecznica… No bo na czym polega istota rzeczy? Jeśli całka istotnie równa się zeru, to po prawej strome zostaje tylko pierwsza i druga pochodna… Sens fizyczny nie jest dla mnie zupełnie jasny, ale tak czy owak te bąble wyglądają bardzo interesująco. A co? Właśnie tak je nazwę, bąble. Nie, źle, lepiej „kawerny”. Kawerny Malanowa. M-kawerny. Hm…

Ustawił na półkach umyte naczynia i zajrzał do miski Kalama. Jeszcze za gorące, paruje. Biedny Kalam. Przyjdzie mu jeszcze chwilę pocierpieć. Przyjdzie Kalamowi jeszcze trochę pocierpieć, póki nie ostygnie…

Wycierał właśnie ręce, kiedy go znowu olśniło, zupełnie jak wczoraj. I tak jak wczoraj w pierwszej chwili nawet nie uwierzył.



6 из 128