— Nie jestem konwencjonalna, a zachłanna. I co ty na to, Willy?

— Kobieto, a gdzie twoja dziewicza skromność? — spytał, ruszając do wyjścia. — Do czego to doszło? Człowiek nie jest bezpieczny we własnym biurze.

Marianna wzruszyła ramionami.

— Nie przejmuj się, w przyszłym tygodniu odchodzę — powiedziała.

— Naprawdę? Bardzo mi przykro. A dokąd?

— Do Swiftsa.

— O! — wykrzyknął Carewe, wiedząc, że Swifts to biuro komputerowe zatrudniające wyłącznie kobiety.

— Sam widzisz. Ale tak chyba będzie najlepiej.

— Muszę lecieć, Marianno. Do zobaczenia, do jutra.

Z niejasnym poczuciem winy Carewe pośpieszył do windy. Biuro Swiftsa znane było z działalności swojego Klubu Priapa, tak więc przenosiny Marianny oznaczały, że rezygnuje z nieustannych prób zwrócenia na siebie uwagi sprawnych mężczyzn. Przypuszczał, że będzie tam szczęśliwsza, choć ubolewał, że Marianna, dziewczyna o obłych udach i figurze jakby stworzonej do rodzenia, skazuje się na praktyki z plastikowym fallusem.

Przed biurowcem Farmy panował przenikliwy jak na późną wiosnę chłód, mimo że niedoszłą zawieruchę udało się zepchnąć w Góry Skaliste. Carewe wyregulował umieszczony w pasku termostat i minął pośpiesznie strażnika, wciąż przygnębiony decyzją Marianny. Eksperyment z E.80 musi się powieść, pomyślał. Dla dobra nas wszystkich.

Skręciwszy w stronę swojego bolidu dostrzegł kątem oka, że na ziemi, na skraju parkingu, rusza się coś małego. W pierwszej chwili nie mógł odnaleźć wzrokiem, co takiego zwróciło jego uwagę, ale w końcu wyłowił z tła kształt wielkiej żaby, całej oblepionej kurzem i popiołem. Jej gardło nadymało się miarowo. Zrobił krok, przestępując przez żabę, podszedł do bolidu i szybko do niego wsiadł. Wiedział, że przy wjeździe do stacji metra Three Springs tworzy się już, jak to w godzinach szczytu, kolejka i że jeśli chce być wcześniej w domu, nie ma ani chwili do stracenia.



13 из 156