

Marion Lennox
Miłość i spadek
Rozdział 1
Kate wiedziała, że dni Betsy są policzone. Nie sądziła jednak, że koniec może nadejść w tak nieodpowiedniej chwili: o północy, na mało używanej drodze, wiele kilometrów od najbliższej ludzkiej siedziby. Na domiar złego lało jak z cebra. Wygramoliła się z samochodu, podeszła do maski i zaklęła.
Spod zardzewiałej maski wydobywał się wyraźny swąd tlącej się gumy, a krople deszczu padające na gorący metal z sykiem zamieniały się w parę. Nic nie mogła zrobić. Samochód definitywnie stanął.
W jednej chwili przemokła do suchej nitki. Ciemnokasztanowe loki zwisały w mokrych strąkach wokół twarzy, a po bladych policzkach spływały strużki wody i łzy.
Pisk opon przywrócił ją do rzeczywistości. Znalazła się w świetle reflektorów samochodu, który wyłonił się zza zakrętu i nagle zahamował.
– Co jest, do diabła…? – wykrzyknął donośnie wysoki blondyn, wysiadając ze srebrnego mercedesa. Samochód Kate blokował drogę na ostrym zakręcie i w głosie mężczyzny brzmiało przerażenie.
Podszedł do niej.
– Zdaje się, że potrzebuje pani pomocy? – Przerażenie w jego głosie ustąpiło miejsca rozbawieniu. Wyglądała naprawdę jak zagubiona i opuszczona przez wszystkich sierotka.
Kate zaczerwieniła się, walcząc z napływającymi łzami. Czuła się wyczerpana i ostatnią rzeczą, jakiej mogłaby pragnąć, był arogancki mężczyzna bawiący się jej kosztem w szlachetnego rycerza w srebrnej zbroi.
Nie miała jednak wyboru i musiała przyjąć rolę bezbronnej kobiety. W grę wchodziło życie trzyletniej Trący.
– Zepsuł mi się samochód – wydusiła z siebie.
– Doprawdy? Nie zatrzymała się pani tutaj, by podziwiać widoki? – W jego głosie słychać było drwinę. – Jest pani pewna, że nie zabrakło po prostu benzyny?
– Jestem. – Zielone oczy Kate błysnęły złością. Odgarnęła mokre włosy znad oczu i włożyła ręce do kieszeni. – Silnik się przegrzał.
