– Trzeba to opatrzyć, bo wda się infekcja – powiedział szorstko.

Kate zirytowała się. Wyglądało na to, że nie potraktował poważnie jej kwalifikacji lekarskich.

– Wiem – mruknęła z przekąsem.

Po dziesięciu minutach dojechali do farmy Cameronów. Zanim samochód się zatrzymał, John Cameron był już przy nim i prawie wyciągnął Kate na zewnątrz, całkowicie ignorując siedzącego obok mężczyznę. Potrzebował Kate, i to rozpaczliwie.

– Z Trący jest coraz gorzej. – Usprawiedliwiał się i błagał równocześnie. – Nie ma już nawet siły kaszleć. I cała jest sina…

Rzuciła okiem na kierowcę, ale farmer chwycił ją za rękę i nieubłaganie ciągnął w stronę domu. Mimo to zatrzymała się w drzwiach i odwróciła. Nieznajomy stał obok samochodu.

– Dziękuję panu – powiedziała zduszonym głosem. – M… moja torba?

– Zaraz ją przyniosę – odparł chłodno. – Proszę iść.

Kate nie miała wyboru. Cameron wzmocnił ucisk i wciągnął ją do domu.

Zdumiała ją panująca tam cisza. Podczas rozmowy telefonicznej – kiedy to przerażona pani Cameron wezwała ją do swej córki, Trący – ledwo słyszała głos matki, zagłuszany przez suchy, szczekający kaszel. A teraz… Wiedziała, co zobaczy za chwilę.

Z ciężkim sercem poszła za ojcem dziecka do sypialni na tyłach domu. Otworzył drzwi i wreszcie usłyszała Trący. Nie kaszlała, lecz rzężąc z trudem łapała oddech.

Matka trzymała dziecko w objęciach. Ze ściągniętej bólem malutkiej twarzyczki patrzyły ogromne oczy, zbyt duże u trzyletniego dziecka. Przerażenie Trący było oczywiste, a jej bladość potwierdziła obawy Kate. Przebiegła wzrokiem pokój.

– Czy nie mówiłam, żeby przy dziecku była parująca woda?

– Nie ma już gorącej wody.

– To postarajcie się o nią – poleciła ostrym tonem Kate, nie zważając na paniczny lęk rodziców. To nie była pora na delikatność i podtrzymywanie na duchu. Wyjęła dziewczynkę z ramion matki i zaniosła do kuchni. – Czy macie jakiś elektryczny prodiż?



4 из 125