– Tam pani mieszka?

– Nie. Ale Robertsonowie zawiozą mnie…

– Dokąd? – Jego głos nadal był chłodny.

– Jestem lekarzem – oznajmiła Kate podnosząc się z ziemi. – Mam pilną wizytę. Trący Cameron…

– Lekarzem! – wykrzyknął z niedowierzaniem.

– Widzę, że inaczej wyobraża pan sobie wiejskiego lekarza – powiedziała z niewyraźnym uśmiechem – ale jestem lekarzem, a dziecko Cameronów jest prawdopodobnie chore. Muszę więc tam jakoś dotrzeć.

– Nie wierzę – oświadczył nieznajomy pełnym powątpiewania tonem.

– To prawda. – Kate wyprostowała się. – Wie pan, lekarze wiejscy nie muszą być mężczyznami w średnim wieku.

Zapadła cisza. Na twarzy mężczyzny malowało się bezbrzeżne zdumienie.

– Proszę pana – powiedziała cicho. – Bardzo proszę… Jeśli nie pojadę do nich, Trący może umrzeć.

– Co jej jest? – spytał twardo, jakby wciąż nie mógł pogodzić się z tym, że Kate jest lekarzem.

– Sądzę… Mam nadzieję, że to po prostu krup.

Napotkała jego badawcze spojrzenie. Miała wrażenie, że widzi ją na wylot. W milczeniu patrzył na nią ciemnymi oczami, w których – prócz wciąż obecnego gniewu – czaiło się coś jeszcze.

Jest po trzydziestce, pomyślała, i potężny! Sama była wysoka, ale przy nim poczuła się mała i drobna.

– Podwiezie mnie pan? – spytała niepewnie. – Tylko do Robertsonów. Oni zawiozą mnie już dalej.

– Proszę wsiadać. – Podszedł do mercedesa i otworzył drzwi od strony pasażera. – Zawiozę panią do pacjentki – burknął. – Jedźmy już.

Podczas jazdy w ciepłym samochodzie Kate rozgrzała się, nadal jednak była wyczerpana i wstrząśnięta ostatnimi przeżyciami. Odzywała się lakonicznie, i to jedynie na temat kierunku jazdy. Zresztą mężczyzna także nie wykazywał ochoty do rozmowy.

Palce, którymi dotknęła gorącej klamki, piekły boleśnie. Mimo nikłego oświetlenia zobaczyła, że pokrywają się pęcherzykami. Podniosła wzrok i kątem oka dostrzegła spojrzenie nieznajomego.



3 из 125