
– Nie chcę tego dłużej ciągnąć – ucięła krótko. Odwróciła się do niego plecami.
– Dobrze, to zabieraj się stąd! – krzyczał za nią. – Razem z tym swoim „zadaniem”! Wynoś się i zajmuj się czarami! Ale chcę ci powiedzieć, że nie wrócisz już do tego domu, żebyś nie wiem jak chciała. Mowy nie ma! Jeszcze mi tu przywleczesz jaką paskudną chorobę albo co innego. Dobrze, przeprowadzimy prawdziwy rozwód, ludzie rozumieją takie sprawy!
Saga odwróciła się i spojrzała na niego tak, że musiał spuścić oczy.
– Tamta kobieta… Chcesz ją mieć? – zapytała cicho.
On mimo woli wzruszył ramionami.
– Gdybym miał wolną rękę…
– Więc będzie tak, jak powiedziałam – zdecydowała. – Zostaniemy razem, dopóki mama żyje. Ona nie powinna cierpieć z powodu naszych błędów. A potem zobaczymy, jak to rozwiązać.
Lennart musiał przyjąć jej warunki. Podszedł do Sagi, by wziąć ją w ramiona i może ukoić ból, ale ona się wyrwała.
– I drzwi do sypialni są zamknięte. Będziesz sypiał gdzie indziej.
– To zemsta! – krzyknął.
– Nie. To niechęć! – odparła i wyszła z pokoju.
Nikt nigdy nie widział jej smutku. Na zewnątrz trwała idylla.
Jednak jakaś struna w duszy Sagi pękła. Poczucie klęski okazało się dla niej brzemienne w skutki. Ona, która potrzebowała jak największej pewności siebie, by wypełnić to nie znane czekające ją zadanie, była teraz obolała, niepewna, błądziła bez celu, jakby po omacku.
Żeby tylko miała dość czasu na dojście do siebie, ale patrzenie na człowieka, któremu była poślubiona, spotykanie go każdego dnia, stawało się coraz większym obciążeniem…
Po raz pierwszy w życiu mogła poznać, czym jest lęk. Lęk, że nie okaże się dość silna, kiedy czas się dopełni.
Saga miała szczęście być przy matce do dwudziestego czwartego roku swego życia. Wtedy Anna Maria zgasła cicho, przeświadczona, że jej jedynej córce jest dobrze. Saga kłamała aż do ostatniej chwili. Na kilka dni przed śmiercią matki oświadczyła jej z przejęciem, że spodziewa się dziecka. Kłamstwo naprawdę wielkie, ale przecież wiedziała, jak bardzo Anna Maria chciała zostać babcią. Słysząc radosną nowinę rozjaśniła się i szepnęła: „O, jakże się cieszę!”
