
Saga uśmiechnęła się leciutko tym swoim uśmiechem, którego raczej należało się domyślać.
– To było w nawiasie. Wracajmy do Lucyfera!
– Otóż to. Lucyfer stał się zatem złą mocą chrześcijaństwa i islamu. A ludzie wprost prześcigają się w pomysłach, żeby wszystkie swoje złe uczynki, mniejsze i większe, złożyć na jego karb.
– To prawda! – potwierdziła Saga cierpko.
– Zamieszanie wokół jego postaci powiększa jeszcze Stary Testament, który poległego króla Babilonu nazywa Gwiazdą Zaranną, co w tłumaczeniu na łacinę brzmi „Lucifer”. Lud Izraela chętnie każdego swego wroga określał mianem Lucyfera, którego jego Pan, Jahve, powinien strącić do otchłani. Tylko że ci wrogowie byli jak najbardziej ziemscy i nie mieli nic wspólnego z opowieściami o Lucyferze z czasów, kiedy Pan Bóg stwarzał świat.
Anna Maria zamilkła na chwilę. W jej oczach pojawił się wyraz rozmarzenia.
– Istnieje jeszcze jedna, mniej znana legenda. O miłości Lucyfera…
– To brzmi intrygująco! Opowiedz!
– Dobrze, jeśli jeszcze coś pamiętam. Czytałam o tym tak dawno temu. W domu w Skenas, Bóg wie, ile to już lat minęło…
– No, no, nie przesadzaj – uśmiechnęła się Saga.
Anna Maria musiała się najpierw zastanowić, nim zaczęła opowiadać:
– W czasach kiedy Lucyfer był jeszcze aniołem Pana i miał za zadanie pilnować, sprawdzać i karać, zobaczył na ziemi piękną kobietę. Tutaj mity różnią się między sobą, jak to zresztą często bywa, bo przecież według najstarszych Lucyfer miał być strącony w otchłań, zanim jeszcze kobieta została stworzona. Więc albo ów piękny potępiony był dżinnem, albo też Lucyfer był aniołem jeszcze przez jakiś czas po stworzeniu ludzi. To jednak bez znaczenia, to przecież tylko baśń. A baśń powiada, że Lucyfer zapałał do tej kobiety wielką miłością.
