
– Nie – chłopcu nieco zrzedła mina. – Nie miałem nawet czasu, żeby dokładnie mu się przyjrzeć. Byłem wprawdzie na górze, ale jest tam taki tłum, że nie można się połapać, co się dzieje. Będę musiał wrócić tam później. Masz ochotę popływać po lunchu? – zapytał Charlesa.
– Bardzo bym chciał. Oczywiście jeżeli twoja siostra nie ma innych planów.
Jednakże Edwina rozgniewała się na dobre.
– Chyba trzeba cię ułożyć do poobiedniej drzemki razem z Fannie i Teddym. Jeżeli myślisz, że możesz ganiać po statku jak jakiś łobuziak, to dostanie ci się ode mnie albo od rodziców.
– Och, Edwino – jęknął George – ty nic nie rozumiesz. Tu się dzieją takie ważne rzeczy!
– Równie ważne jest przyzwoite zachowanie. Niech no tylko mama cię zobaczy! – nieubłaganie straszyła brata Edwina.
– Co tam znowu? – rozległ się za plecami Edwiny głos ojca, w którym dosłyszeć można było nutkę rozbawienia. – Witaj, Charles, czołem, George. Widzę że byłeś bardzo zajęty.
Na twarzy chłopca widniała smuga sadzy, lecz George promieniał taką radością i zadowoleniem, że ojciec spoglądał na niego wyraźnie ucieszony.
– Tu jest cudownie, tato.
– Cieszę się, że to słyszę – dobiegły ich słowa Kate, która natknąwszy się na bliskich, rzuciła okiem na syna i dodała gniewnie: – Bertram! Jak możesz mu na wszystko pozwalać. Przecież on wygląda jak ulicznik!
– Słyszysz, George? – spokojnie rzekł Bert do syna. – Czas się doprowadzić do porządku. Myślę, że powinieneś pójść do kabiny i zmienić ubranie, zanim mama naprawdę się rozgniewa.
Starał się mówić surowo, lecz wydawał się bardziej rozbawiony niż zagniewany, toteż chłopiec uśmiechnął się doń porozumiewawczo. Kate jednak nie żartowała: kazała George'owi natychmiast wziąć kąpiel i przebrać się.
– Oj, mamo… – George na próżno spoglądał błagalnym wzrokiem na Kate, która podwinęła rękaw sukni, ujęła syna mocno za rękę i energicznie poprowadziła pod pokład, gdzie zostawiła go z Filipem.
